środa, sierpnia 29, 2018

Fascynacja sztuką

Fascynacja sztuką

Tym razem opowiem Wam o mojej fascynacji sztuką artysty, który mnie od dawna niesamowicie inspiruje. Kiedyś, moją wielką miłością było czytanie prawie wszystkiego związanego z fantastyką. U zaprzyjaźnionej pani w kiosku ruchu prenumerowałam wydawaną na bardzo kiepskim papierze „Fantastykę”. To miesięcznik literacki poświęcony szeroko rozumianej fantastyce, w szczególności literaturze science fiction i fantasy, obecnie ”Nowa Fantastyka”.

W jednym z numerów natknęłam się na opowiadanie „Diuna”. Spokojnie, nie będę Wam streszczać literatury fantastycznej :) Chcę natomiast opowiedzieć o ilustracjach, które były częścią opowiadania. Artysta, Wojciech Siudmak, dziś już bardzo znany, zachwycił mnie swoimi niesamowitymi wizjami malarskimi. Sam określa swoją twórczość hiperrealizmem fantastycznym. I tak jak autorzy fantastycznych opowiadań zabierają nas w swoje zmyślone światy, tak Siudmak nam te światy pokazuje własnymi wizjami. Trójwymiarowe, przenikające się przestrzenie, wywołują u mnie mrowienie gdzieś z tyłu głowy. Niesamowicie dekoracyjne wnętrza, plątaniny szat i barokowe akcenty, pozwalają poczuć aurę fantastycznych obszarów, światów.

Jak sam mówi, szuka inspiracji we Wszechświecie - fascynuje go fizyka i astrofizyka.  Wizje Siudmaka, to poszukiwanie uniwersalnego piękna – kobiety na jego obrazach są doskonałe, wyniosłe i niedostępne, otoczone aurą dostojeństwa i tajemnicy. 
Sztuka Siudmaka jest znana i doceniana na całym świecie:

Jaka bezgraniczna fantazja ijaka cudowna zdolność realizowania jej. Talent niemalże niewiarygodny, zdolniejszy i bardziej nieskończony niż ten, który tworzy, wyraża iprowadzi nasze najbogatsze marzenia. - Federico Fellini

Odlat podróżuję poświecie jego sztuki. Dzięki niemu wraz znim, marzę oobrazach zeświata poza horyzontem. Hiperrealistyczny, przekraczający rzeczywistość, intymny z nieskończonością SIUDMAK spokojnie panuje nad swym niezwykłym szaleństwem. Maboski dar materializowania swojej wyobraźni. Potrafi nas wciągnąć wswoją niezwykłą podróż. - Jean-Jacques Annaud

Jego cudowna sztuka rysunku ijego wyczucie światła i cienia, nadają jego wizjom wielką głębię irozszerzają bogaty wachlarz kolorów i materii. Wjego dziełach jest spokojna siła i nieskończona przestrzeń dopoznawania iwyobrażania. - George Lucas

Blaskiem malarstwa przypominający Ingresa, kryjący wsobie wyostrzone spojrzenie Gustave Moreau iDali – SIUDMAK celebruje odwieczne Wniebowzięcie Kobiety. - Paul Guth

SIUDMAK toMichał Anioł science fiction, który ukazuje nam hieratyczne postacie oatletycznych, umięśnionych ciałach, przywodzące namyśl anatomię Michała Anioła, mężczyzn, kobiet, oczekujących, jakby zawieszonych wwodach płodowych, poza czasem. Tonieskończenie zaskakujące i pociągające. - Michel Nuridsany

Nie posiadam niestety wspomnianego numeru "Fantastyki", ale chętnie wracam do oglądania obrazów Siudmaka. A na dodatek, ze zdjęcia znalezionego w Internecie, patrzy na mnie uśmiechnięty siwy pan, i tak sobie myślę, że to co robi sprawia mu niesamowitą przyjemność!
Dlatego jeśli chcecie poczuć radość obcowania ze sztuką – idźcie do galerii, na wystawę, oglądajcie dobre albumy malarskie!

Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy






Fot. Wojciech Siudmak "Idylla" - tapeciarnia.pl


środa, sierpnia 22, 2018

Wakacyjne wspomnienia

Wakacyjne wspomnienia

Wróciliście już z wakacji? A może dopiero wyjeżdżacie?
Moje wakacje były w tym roku pracowite, a dni wolnych bardzo niewiele. Ale to upalne lato jest dla mnie czasem twórczym. Dlatego dziś mam dla Was jeszcze jedno wspomnienie mojego wakacyjnego wypadu sprzed kilku lat.

Jedna z moich znajomych wspomniała o wystawie Fridy Kahlo w Berlinie. Berlin to zaledwie 600 km czyli jakieś 6-7 godzin jazdy samochodem z Tarnowa. Inna znajoma znalazła niedrogi hotel i już! Ja w roli kierowcy, niewielka walizka w bagażniku i parę złotych w kieszeni. Mogłam zobaczyć niesamowita wystawę obrazów, projektów, przedmiotów codziennego użytku niesamowitej kobiety, artystki. Warto było tam jechać!

Tak sobie myślę czy nie zorganizować kiedyś autorskiego zwiedzania jednego z takich miast jak Praga, Berlin czy czekającego ciągle na mojej liście Wiednia? Ktoś chętny? Takie poszukiwanie artystycznych  perełek jak murale nad Wełtawą w Pradze? 




Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy



Fot. luoghidiinteresse.it



środa, sierpnia 15, 2018

Wakacyjne podróże

Wakacyjne podróże

Podczas wakacyjnych podróży odwiedzamy różne miejsca na ziemi. Mnie również przydarzyło się kilka ciekawych wyjazdów. Kilka lat temu byłam na spontanicznym wyjeździe do Pragi. Bez biura podróży, bez obowiązkowych miejsc do zwiedzenia. Tak po prostu. Samochodem to kilka godzin podróży, jakiś mały hotel na przedmieściach, bilet na metro i kierunek centrum. Co robić w Pradze? Na różnych stronach internetowych znajdziecie mnóstwo porad w stylu:

„Kilka powodów, aby odwiedzić Pragę
Zrozumieć historię
Tysiąc lat architektury obok siebie na kilku kilometrach. W Pradze, jak chyba nigdzie indziej na świecie, można prześledzić historię Europy, a nawet jej dotknąć. Ponieważ miasto nie było zniszczone w czasie wojen światowych, można wyobrazić sobie życie tutaj w poszczególnych stuleciach. Wczuć się w epokę rycerzy, alchemików, rzemieślników, kupców i dawnych królów. Zatrzymać się w czasie wskrzeszając ducha minionych wieków.

Zielone skarby Pragi
Królewskie ogrody z oranżeriami, parki w regularnym stylu francuskim lub romantycznym angielskim, miejskie parki z ławkami, ogrody szlacheckie z pawiami i kolorowymi rybkami ogrodzone wysokim murem, punkty widokowe na praskich wzgórzach. Do parku chodzi się uprawiać sport, ludzie organizują pikniki, czytają książki na ławkach, wyznają miłość, wyprowadzają psy, ukradkiem piją piwo czy wino albo gapią się bez celu.
itd.

A jak już wypiję to najwspanialsze w Europie piwo, poczuję ducha historii i popatrzę na kreatywnych mieszkańców, z przyjemnością wracam na moją cichą i spokojną wieś. Patrzę na białą wieżę kościoła i słyszę  dźwięki muzyki Mozarta. W kłosach dojrzewającego zboża widzę mąkę z której Czesi robią swoje „knedliki”. I wiecie co? Lubię tą moją wieś! Czytam o historii tej ziemi, która jest częścią Wielkich Dziejów Europy, o mieszkańcach, którzy zostawili swój ślad w historii  wiecie co? To również może być fascynująca podróż! Polecam spróbujcie sami!




Cytat oraz zdjęcie: www.prague.eu/pl/artykuly/praga-stolica-republiki-czeskiej-12765

wtorek, sierpnia 07, 2018

Wakacyjna aktywność

Wakacyjna aktywność

Wakacje to taki czas na troszkę inną aktywność - jedni jadą do luksusowych hoteli „nareszcie-nic-nie robić”. Inni wspinają się na wysokie szczyty zobaczyć cały świat z góry (no może jakiś fragment ale zawsze). Jeszcze inni realizują marzenia o dalekich podróżach i egzotycznych krajach.

Dla mnie wakacje w tym roku są bardzo krótkie. Ale uwielbiam ten czas świeżych malin na krzakach, pachnących ogórków i ziemniaków z koperkiem. W ogrodzie pachnie jabłkami, które w tym roku obrodziły niesamowicie, na wietrze kołyszą się malwy, słońce zachodzi nad Wisłą - sielanka po prostu. I kiedy tak siedzę sobie w moim swojskim ogrodzie, rozumiem wysiłek Mehoffera włożony w założenie ogrodu, czy zachwyt nad pięknem polnych kwiatów Wyspiańskiego. I łapię się na tym, że coraz mniej lubię miasto z jego betonowymi chodnikami, hałasem samochodów i zabieganych ludzi. Ale jakaś cząstka mnie ciągnie do galerii i muzeów, a te są zazwyczaj w miastach.

Taką galerią, w której byłam tyko kilka godzin jest galeria sztuki w Londynie „The National Gallery”. Z kilkoma, równie szalonymi osobami jak ja, poleciałyśmy na kilka dni na wystawę Leonardo da Vinci w Londynie. Już dawno nie było biletów online, jedyna szansa dostania się na wystawę, to odstać swoje w kolejce. Uwierzycie, że można stać w kolejce po bilet do muzeum całą noc? Można, my stałyśmy zaledwie 8 godzin.

Monika Małkowska tak pisała, w zakładce Sztuka, w Rzeczpospolitej: „Bilety trzeba zamawiać z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, a i tak kolejka ciągnie się przez pół Trafalgar Square; wewnątrz, w salach – powolna procesja, z szacunkiem ściszająca głosy. W jednym z pomieszczeń, tam, gdzie ustawiono ławki – nastrój wzniosło-nabożny. Zastanawiam się – czy to aura ponadczasowego geniusza tak oczadza ludzi, czy naprawdę rzuca ich na kolana kunszt sztuki sprzed ponad 500 lat? Sądzę, że jedno i drugie. Jesteśmy po prostu spragnieni obcowania z czymś, co przekracza zrozumienie zwykłych zjadaczy chleba.”

Dzisiaj, kiedy ta wystawa jest tylko wspomnieniem, mogę powiedzieć, że warto było! Nareszcie zobaczyłam „naszą” „Damę z gronostajem”, byłam w tłumie podobnych do mnie wariatów, jadących tysiąc kilometrów, żeby przez kilka godzin oglądać obrazy. Byłam w National Galery of London! Poza „Vincim” mogłam zobaczyć wiele dzieł sztuki znanych mi dotąd tylko z kiepskich reprodukcji w albumach.

Do czego namawiam Was tym postem? Zwiedzajcie każdą dostępną Wam galerię sztuki, wystawę czy muzeum-  gdziekolwiek zaprowadzą Was wakacyjne podróże! 



Fot. www.visitlondon.com
Cytat: www.rp.pl/artykul/757403-National-Gallery-w-Londynie-i-obrazy-Leonarda-da-Vinci.html

wtorek, lipca 31, 2018

O łączności człowieka z naturą

O łączności człowieka z naturą

O łączności człowieka z naturą napisano już wiele tekstów, jak też o tym, że artyści czerpią inspiracje twórcze z obserwowania natury. Ja sama uwielbiam moje wiejskie życie z przydomowym ogródkiem, zapachem szałwii i lawendy za oknem.  Kiedy zaczynają się ciepłe dni, w tym roku bardzo nawet ciepłe, zastanawiam się nad tym, czy nie mam ochoty gdzieś pojechać, coś nowego zobaczyć, zwiedzić.

Takim miejscem, i to całkiem niedalekim, do którego wybieram się w tym roku jest Orońsko. Jest tam muzeum sztuki współczesnej (do którego można zabrać psa), gdzie oprócz kontaktu ze sztuką można kontemplować wspaniały ogród otaczający pałac i zabudowania posiadłości. Można tez zobaczyć artystów przy pracy i rzeźby na różnym etapie tworzenia. W tym roku oprócz stałej ekspozycji rzeźb artystów polskich i z różnych zakątków świata można oglądać prace Henry Moora. Wystawa inspirowana naturą, jak mówi sam tytuł: „Moc natury”.

"W przestrzeni parkowej Orońska zostaną zaprezentowane zarówno rzeźby monumentalne, jak i mniejsze brązowe figury i modele umieszczone w Muzeum Rzeźby Współczesnej i w Galerii „Oranżeria”. Będą im towarzyszyć fotografie pracowni Henry’ego Moore’a i film opowiadający o jego twórczości. Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, organizując w sezonie letnim 2018 roku wystawę Henry’ego Moore’a, pragnie przypomnieć sylwetkę i twórczość jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy światowych, który stał się mistrzem dla wielu pokoleń artystów XX wieku. Organiczna, opływowa forma dzieł usytuowanych w krajobrazie jest niewątpliwie rozpoznawalnym znakiem artysty i symbolem niezwykłej umiejętności łączenia sztuki z naturą. Henry Moore jest, wraz z Barbarą Hepworth, autorem potęgi angielskiej rzeźby ostatniego stulecia. Jego nazwisko wymienia się nie tylko obok twórców dwudziestowiecznych, Jeana Arpa czy Osipa Zadkine’a, ale sytuuje się go w grupie największych rzeźbiarzy wszechczasów, obok Michała Anioła czy Donatella. Warto zatem co jakiś czas przypominać dzieła tego brytyjskiego artysty.”



Każda taka podróż jest dla mnie zastrzykiem energii, również tej twórczej, artystycznej. I wcale mi nie przeszkadza, że nie wszystkie myśli artysty są dla mnie jasne i klarownie w plątaninie kształtów rzeźby czy plam obrazu. W galeriach, muzeach, czyli w pobliżu sztuki, czuję się zawsze jak ”ryba w wodzie”- odczuwam sztukę gdzieś na poziomie emocji i wrażeń. A potem wracam do moich Biskupic i zaczynam malować, tworzyć. Może kiedyś zrealizuję wizję dużej formy przestrzennej? Muszę tylko nauczyć się spawać, ale to tym innym razem.



Fot.: Henry Moore, „Moc natury”, widok wystawy. magazynszum.pl
Cytat: www.rzezba-oronsko.pl/index.php?aktualnosci,1225,moc_natury_henry_moore_w_polsce_


środa, lipca 25, 2018

Wakacyjne pamiątki

Wakacyjne pamiątki

Pisałam ostatnio o moich wakacyjnych marzeniach. A dzisiaj o wakacyjnych pamiątkach. Pewnie też macie takie różne dziwne pamiątki, które kupujecie na wakacjach, a potem w domu nie wiadomo co z nimi zrobić. 

Przy niedawnych porządkach znalazłam kolekcję różnych banknotów i monet z moich wjazdów. Kiedy wracałam z wakacji, w bagażu zostawały mi różne monety ze Słowacji, Niemiec, Węgier, Chorwacji i Turcji. I kiedy przyglądam się niektórym zupełnie niepotrzebnym przedmiotom (bo np. jakiś kraj wprowadził euro), myślę sobie jak szybko zmienia się świat w którym żyjemy. Dziś bezużyteczny banknot, za który kiedyś mogłam kupić pizzę czy kawę, dziś jest tylko wspomnieniem wakacji spędzonych w bliżej lub dalej położonym kraju. Patrzę na wizerunek dziwnego człowieka o niezrozumiałym nazwisku i zastanawiam się czy był bohaterem czy tyranem. Oglądam misterną kompozycję cieniutkich linii naniesionych wprawną ręką rzeźbiarza artysty, który wykonał matrycę potrzebną do bicia monety lub druku banknotów. Małe dzieła sztuki w codziennym nieposzanowaniu.

środa, lipca 11, 2018

Moje Bieszczady .

Moje Bieszczady .

Bieszczady to dla każdego trochę inna historia. Jedni jadą w Bieszczady przemierzać szlaki górskie pomiędzy zielonymi połoninami, inni szukają śladów historii, mieszanki kultur różnych narodów. Moi znajomi motocykliści zrobili sobie u mnie tylko przystanek w podróży w stronę Bieszczad. Harleyowcy planują swoje trasy na przejazdy pętlami bieszczadzkimi, zaliczając po drodze różne motocyklowe przystanie (pamiętacie wpis o motocyklach? Co wspólnego mają motocykliści z artystami?).

Dla mnie Bieszczady to uświadomienie sobie swoich korzeni (mama mojej mamy była Ukrainką?!). Jakiś czas temu mogłam poznać niesamowitą artystkę bieszczadzką piszącą ikony. To było jedno z tych spotkań, o których opowiada się znajomym, które zmieniają bieg zdarzeń. Dosyć nieufna starsza pani zaprosiła mnie do swojej pracowni w kąciku kuchnio jadalni. Przedstawiłam się, powiedziałam, że słyszałam o jej ikonach od znajomych z Bieszczad, a sama również tworzę. I wtedy pani rozpromieniła się i powiedziała coś miłego o spotkaniu artysty z artystą. (pamiętacie wpis: Dlaczego maluję obrazy, czyli moje hobby i pasja).

Wypiłyśmy wtedy niesamowita herbatę z polnych kwiatów, dla aromatu wzmocnioną płatkami róży i rozmawiałyśmy o pisaniu ikon. To znaczy pani mówiła, a ja próbowałam jak najwięcej zapamiętać. Wtedy na sztaludze stała ikona św. Łukasza - patrona artystów i lekarzy, według legendy pierwszego autora ikony. Siedziałam z obrazem kilka chwil „face tu face” i patrzyłam na misterne pociągnięcia pędzla cieniutkiego jak włos, na niemal koronkowe dekoracje detali obrazu. Ukradkiem patrzyłam na ręce pani artystki, które nie były delikatne i drobne, to ręce człowieka pracującego fizycznie w ogrodzie i domu. Palce rąk zniekształcone chorobami stawów, wysiłkiem i czasem. To niesamowite, jak tak bardzo zniszczone ręce mogą namalować tak piękny obraz. Dowiedziałam się również o planach na projekt artystyczny - uchwycenia na fotografii wschodów słońca z okna domu, w którym pani mieszka. 
Nie, nie piszę ikon, chociaż próbowałam, ale wciąż nie mam w sobie tyle spokoju, modlitwy. Ale Bieszczady są moim miejscem na ziemi, gdzie kilka godzin pozwala odpocząć, zamyślić się, „naładować akumulatory”. W dodatku mam niesamowite miejsce na taki relaks w Bieszczadach, przyjazne miejsce odpoczynku, chodzenia brzegiem jeziora, biesiadowania przy ognisku i zbierania sił . 
p.s. piszę, maluję ikony ale jeszcze daleka droga przede mną do lekkości i wprawy mistrzyni z Bieszczad...



środa, czerwca 27, 2018

Harley mój!

Harley mój!

Co wspólnego mają motocykliści z artystami? Po co mazać po płótnach albo  kartkach kolorowe plamy? A po co moknąć na motocyklu przemierzając kolejne kilometry bieszczadzkich pętli?

Za nami kolejny pracowity weekend Plenerowej Akademii Sztuki w bardzo ciekawym towarzystwie. Zastanawiam się od czego zacząć… Jak napisać post na artystycznego bloga związanego z twórczością o motocyklistach, Harleyu i Bieszczadach? To może zacznę od początku.

Kiedy zobaczyłam na podwórku Plenerowej Akademii Sztuki dwa wielkie motocykle i zmęczonych podróżników zaczęłam się zastanawiać nad ich motywacją. Przejechali ponad 700 kilometrów - przed nimi było jeszcze prawie dwieście, tydzień w Bieszczadach i powrót do domu. Po drodze spotkał ich deszcz i burze - w radiu ostrzegali, że motocykliści zatrzymują się pod wiaduktami na autostradzie, bo nie są w stanie jechać w strugach deszczu. No całkiem normalne to nie jest, żeby mieć z tego przyjemność.

Zaglądnęłam więc do Internetu i trafiłam na ciekawy wpis: "… znane motocyklowe filmy czy dzieła literackie koncentrują się wokół drogi. Co więcej, nie jest to jedynie droga pokonywana pomiędzy punktem startu i celu, ale droga sama w sobie. Jazda dla samej jazdy. I to właśnie motocykle przypomniały zgnuśniałemu światu, że istnieje coś takiego jak radość podróży samej w sobie, a nie jedynie przemieszczania się do jakiegoś tam celu. Radość pokonywania kilometrów. Wolność to przecież możliwość ruchu bez dźwięku tykającego zegarka. Bez ograniczeń czasu. Aż do bólu i aż po horyzont. Ale jest jeszcze jeden istotny aspekt tej filozofii – to z jednej strony wymuszona, a z drugiej błogosławiona możliwość bycia z samym sobą. Przecież ludzie od zarania dziejów garną się do siebie nawzajem głównie dlatego, iż nie są w stanie z samymi sobą wytrzymać ani chwili dłużej po tym, kiedy orientują się jak potwornie są nudni. Pozostawanie zaś przez dłuższy czas z samym sobą jest sztuką wymagającą wyjątkowego samozaparcia, połączonego z naprawdę dużym dystansem do własnej osoby. To stąd starania mędrców Wschodu o pozbycie się własnego ego – wtedy jest łatwiej. Kiedy to się już choć trochę uda, można zacząć się cieszyć rozrywkami zarezerwowanymi dotąd dla nielicznych." http://www.bigbiker.pl/filozofia-motocykla-czyli-po-co-jezdzimy/

Niesamowicie trafne! Gdyby tylko motocykl zamienić na malowanie (twórczość), to mam gotowe kredo Plenerowej Akademii Sztuki. Dokładnie o to chodzi - proces tworzenia to droga do samego siebie, nie ma znaczenia jakie dzieło powstanie, istotą rzeczy jest PROCES twórczy, podróż w głąb własnej świadomości. Sama nie raz doświadczam tego bycia poza czasem realnym, jestem ja i moje farby, jest jakaś idea której próbuję nadać kształt, nie czuję głodu, nie czuję zmęczenia. Czasem tylko świt za oknem przypominał mi o codziennych obowiązkach. WOLNOŚĆ! Proces tworzenia, twórczość daje wolność! Jak wiatr we włosach harleyowca (albo we frędzlach motocyklowej chusty, jeśli z włosami nie najlepiej :)).

Kiedy pozwalasz sobie na swobodną twórczość, na malowanie paluchami, bazgranie z rozmachem, chlapanie wokół siebie - czujesz euforię! Kiedy zostawiasz z boku ograniczenia, a szczególnie wewnętrznego krytyka (nie umiem, nie potrafię, nie mam talentu itd.) zaczynasz czuć się wolnym. Nie umiesz narysować konia? I co z tego? Gierymski zrobił to doskonale, ale to Twoja wizja zachodzącego słońca zachwyca całą rodzinę, a Tobie dodaje skrzydeł. I o to chodzi! 







fot. Beata Duda


środa, czerwca 06, 2018

Sztuka w kuchni

Sztuka w kuchni

Kochani odliczam już dni do warsztatów w Biskupicach! To taki bardzo twórczy czas kiedy planuję co będziemy robić, kupuję farby i pędzle, robię odpowiednie miejsce w ogrodzie...

Zapisuję kreatywne pomysły, rozwieszam plakaty, czytam o technikach plastycznych i zabawach rozwijających wyobraźnię. Twórczo i intensywnie. A ponieważ oprócz warsztatów kreatywnych mam inne obowiązki, ćwiczę sztukę organizowania czasu, żeby go jak najlepiej wykorzystać. Aż mnie korci zrobić z tego osobny wpis, może kiedyś napiszę Wam post pt. „Jak ogarnąć bardzo ważne sprawy i nie zwariować?!” :)

Ale dzisiaj chciałam powiedzieć wszystkim niedowiarkom, że kreatywnym i twórczym można być również w codziennych obowiązkach. Od pewnego czasu codziennie przygotowuję sobie domowe jedzenie do pracy. Taki całodzienny catering w drodze, czyli II śniadanie, lunch, deserek i małe co nieco na potem. W piekarniku znalazły się zapiekanka z makaronu i aromatyczna wołowinka, na sałatkę ugotowała się cieciorka i jaja od szczęśliwej kury u sąsiada. Ale do tego wymyśliłam sobie naleśniki na wodzie (od dawna nie mam mleka w lodówce, bo nie używam). Na małej patelni dusiły się owoce w occie jabłkowym z odrobiną miodu. W misce czekał puszysty serek ze skórką cytryny dla aromatu. Niestety, moje wodne naleśniki nie chciały się usmażyć! Smak tego czegoś co zbierałam z patelni też był taki… wodnisty?! Płatki owsiane, tak! Do całej wodnistej mazi dodałam płatków owsianych. Owsiano-wodną masę włożyłam do kokilek, przełożyłam owocami i serkiem. Piekarnik cały czas był włączony, serek radośnie rozpłynął się z płatkami, płatki zapiekły na rumiano a owocki, nie wiem, ale pewnie też będą pyszne w takim towarzystwie. I co? Można? Oczywiście! To jest kreatywność na co dzień, dla każdego!

Lubię ten dreszczyk emocji kiedy maluję, tworzę i osiągam jakiś zaplanowany efekt. To zapominanie o całym świecie i zanurzanie się tylko i wyłącznie w proces twórczy. A twórczość to również rozwiązywanie pojawiających się problemów technicznych, organizacyjnych. Ale na to potrzebuję czasu, miejsca i spokoju.

Na bycie twórczym mogę sobie jednak pozwolić również w innych sytuacjach, np. przy gotowaniu! Pamiętam jak dawno temu zobaczyłam przygotowanie dania w kuchni molekularnej. Pieczołowite komponowanie składników potrawy na talerzu. Artysta kucharz komponował swoje danie podobnie jak artysta komponujący plamy barwne na płaszczyźnie materializując powstałą w głowie ideę. Sama też lubię ten moment, kiedy patrzę na zapasy w lodówce i wymyślam menu. Jemy, gotujemy coś codziennie, czasem jest to sztuka mięsa a czasem jest to Sztuka w kuchni!

Zachęcam, bądźcie kreatywni! A jeśli zechcecie być kreatywni razem ze mną, przyjedźcie na warsztaty!
Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy
Więcej o warsztatach w Biskupicach można przeczytać TUTAJ
Dojazd do Biskupic z Tarnowa TUTAJ
Dojazd do Biskupic z Krakowa TUTAJ


wtorek, maja 29, 2018

Refleksje na temat uważności

Refleksje na temat uważności

Kochani moi, już za chwilę czekam na Was na warsztatach w Biskupicach. Poniżej posta znajdują się mapki dojazdu z Tarnowa i Krakowa, tak dla orientacji w przestrzeni :)

Jak pisałam tydzień temu, brałam udział w Projekcie Uważność, Katarzyny Bruzdy Lecyk w Iluminatorni – link do tekstu TUTAJ

O samym projekcie możecie przeczytać i zobaczyć w sieci bardzo dużo ciekawego materiału. Również moją refleksję na temat uważności. Może nie każdy mi uwierzy, ale takie wspólne akcje, poznawanie innych ludzi, wspólne działanie w określonym celu dużo nas mogą nauczyć. Dowiadujemy się czegoś o innych, ale również o sobie. Każdy ma określone poglądy, mentalność, poczucie humoru. Uważne przyglądanie się wzajemnym relacjom i reakcjom na siebie nawzajem, są kopalnią wiedzy o człowieku. Zupełnie nieoczekiwanie spotykamy kogoś z kim okazuje się być nam po drodze. I dlatego dziś chciałabym napisać trochę o mojej drugiej połowie. Nie, nie to co myślicie :) Sprawy prywatne niech takimi pozostaną :)

Moja druga połowa w sieci czyli Joasia. Jest niesamowitą dziewczyną, która czasami sprowadza mnie na ziemię w moich artystycznych wizjach. Ponieważ przeczytała chyba cały Internet, a przynajmniej tę część dotyczącą pisania bloga – podpowiada mi jak, i o czym mogę czy powinnam napisać. Jest pierwszą czytelniczką moich postów, ponieważ jest też moją administratorką. Na warsztatach w Jaworkach była moją prawą ręką i głową – myślała o różnych sprawach, które mnie, artystycznej duszy, gdzieś uciekają. Asia jest ciepłą i empatyczną osobą. Chodzi po górach i robi niesamowite fotografie. Gdyby nie doping Joasi, nie byłoby mojego bloga ani warsztatów kreatywnych. 
Dziękuję Asiu!

Mam nadzieję, że kiedyś spotkacie Joasię na tatrzańskich szlakach, a już w czerwcu możecie ją poznać na warsztatach w Biskupicach, gdzie będzie jednym z instruktorów. 
Ja już się nie mogę doczekać!

Więcej informacji o warsztatach TUTAJ


środa, maja 23, 2018

To wszystko z zazdrości!

To wszystko z zazdrości!

Kochani, dzisiaj opowiem o konstruktywnej zazdrości.
Do tej pory nie sądziłam, że to będzie TEN dzień :)
Każdy z nas ma takie chwile, momenty, które za jakiś czas okazują się bardzo ważne (Uważne) w przyszłości.

W pewien spokojny, troszeczkę pochmurny październikowy dzień zapisałam się do projektu Iluminatorni - Katarzyny Bruzda Lecyk, „Uważność”.  Czytałam posty, oglądałam relacje z kolejnych wyjazdów do Toskanii i… bardzo zazdrościłam Kasi i uczestnikom Iluminatorni bycia „RAZEM.”
Uczestnicy zajęć Iluminatorni tworzą niesamowitą grupę ludzi zainteresowanych własnym rozwojem emocjonalnym i wykorzystaniem sztuki do realizacji tego celu.
I troszeczkę z tej zazdrości i ciekawości zapisałam się do kolejnego projektu Iluminatorni –UWAŻNOŚĆ.

Katarzyna Bruzda Lecyk - pomysłodawczyni i organizatorka Akademii Sztuki: Iluminatorni, zaprosiła nas do kolejnego swojego projektu. Pół roku temu poznaliśmy założenia projektu Uważność. Każdy z uczestników miał za zadanie namalować kilka obrazów, które miały tworzyć całość dużego obrazu (3x3 metry). Problem polegał na wybraniu swojego miejsca na mozaice oraz na UWAŻNYM malowaniu poszczególnych jej elementów.

Jestem autorem jednego z elementów mozaiki, jaka jest efektem projektu Uważność.

Ciekawym doświadczeniem jest spotkanie obcych ludzi przypadkiem znajdujących się w tym samym miejscu, realizujących to samo zadanie. Mamy różne drogi życia, różne doświadczenia zawodowe i bardzo dziwne ścieżki kariery artystycznej (zawodowej/życiowej).
Wspólne malowanie - pomysły na realizację zadań z kolejnych spotkań w ramach projektu Uważność, stwarzały przestrzeń do wymiany myśli, emocji, wrażeń. Takie doświadczenia jak udział w projekcie Uważność są często impulsem do  realizacji własnych marzeń, projektów.

Od wielu lat poza pracą zawodową mam różne pomysły i zainteresowania. Jednym z projektów, o którym myślałam już dawno temu,  były kreatywno-artystyczne warsztaty sztuki. Przyszedł taki dzień kiedy marzenia stały się bytem realnym. Jednym z „kamieni milowych” mojego skromnego, spokojnego życia były warsztaty Plenerowej Akademii Sztuki Beaty Duda, w Jaworkach, w pensjonacie Koliba. Relację z warsztatów możecie zobaczyć klikając TUTAJ

Zaprosiłam wszystkich ciekawych świata, emocji i wrażeń do miejsca, które jest, było i mam nadzieję, będzie nadal źródłem inspiracji. Spędziliśmy razem kilkanaście godzin, podczas których mogliśmy się poznać. Podpowiadałam jakim celom służą poszczególne zadania. Zachęcałam i sama brałam czynny udział w ich realizacji. Powstawały dzieła sztuki i mapy naszych marzeń, emocji.

A teraz nadszedł czas na zaproszenie Was na WARSZTATY mojej PLENEROWEJ AKADEMII SZTUKI W BISKUPICACH.  Jest to wieś na pograniczu historycznych wydarzeń oraz strategicznych bitew wojennych, jakich wiele w naszym kraju. Można tu słuchać śpiewu ptaków, spacerować polnymi drogami, albo nic nie robić - być częścią krajobrazu.
Można też spróbować poszukać swoich możliwości artystycznych. Czekają białe płótna blejtramów, kolorowe farby i niezliczona ilość polnych kwiatów, traw i zbóż.

Jednym z moich marzeń był ogród pełen ludzi szukających piękna, spokoju i ciszy.
Pomożecie mi spełnić to marzenie? ZAPRASZAM!
Plenerowa Akademia Sztuki będzie otwarta od 8 czerwca 2018 r. 
Przyjeżdżajcie! 
Więcej informacji o warsztatach TUTAJ








fot. Barbara Bogacka


Copyright © 2016 Monotypia DB , Blogger