Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja twórczość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moja twórczość. Pokaż wszystkie posty

środa, stycznia 22, 2020

Zima!

Zima!

Za kilka dni kolejne szkoły rozpoczną zimowy odpoczynek. Niestety kolejny sezon zima spędza zupełnie w innych regionach świata niż Polska. Co robić, kiedy nie ma co robić? Na przykład malować! Rysować! Tworzyć!

Można jeszcze oczywiście robić mnóstwo innych rzeczy, ale ja zachęcam Was nieustannie do zajęć kreatywnych. To, co dla dzieci jest naturalną formą ekspresji, w kolejnych latach jakoś odkładamy na bok. A przecież każdy może poczuć radość tworzenia. W tym roku będę Was namawiać na udział w kreatywnych warsztatach w trochę zmienionej formie.

Plenerowa Akademia Sztuki będzie miała kilka edycji dla dzieci i dorosłych. Poza zajęciami kreatywnymi będą również warsztaty malarstwa intuicyjnego. Takiego, którym kieruje wewnętrzny głos duszy i pozwala odkrywać wewnętrzny potencjał. Dla dzieci będą warsztaty artystyczne i pomysły na spędzanie wolnego czasu na tworzeniu i zabawie. Ale muszę trochę pomyśleć, przeglądnąć swoje pomysły i przygotować program. 

A póki co, mój sposób na czas kiedy zima za oknem szara i ciepła - ja maluję sielankowe zimowe obrazki :))




Fot. Joanna Bielenda



środa, listopada 27, 2019

Jeśli piszę to nie maluję, część 2

Jeśli piszę to nie maluję, część 2

Dlaczego nie piszę kiedy maluję?
Jakiś czas temu złapałam się na ciągłym szukaniu nowych aktywności, pomysłów i nieustannym braku czasu na rzeczy, które mnie interesują. Ale już nauczyłam się robić naraz tylko jedną rzecz i skupiać całą moją uwagę na tym, co akurat robię, widzę, doświadczam.

Kiedy mieszam pigment ze spoiwem skupiam uwagę na tej czynności. Obserwuję łączenie się kolorowego proszku z medium - przy pisaniu ikon jest to mieszanina żółtka jaja kurzego, octu lub białego wina i wody. Powstająca mieszanina początkowo jest gęsta, kiedy po kropli wody lub spoiwa otrzymuję konsystencję jaka mnie zadowala muszę poczekać żeby cięższe drobiny pigmentu opadły na dno naczynia. Genialnym w swojej prostocie jest pomysł używania muszli jako naczyń do przygotowywania farby. Ja używam również maleńkich ceramicznych miseczek, które zyskały nowe przeznaczenie. Jeśli chcę uzyskać jednolitą strukturę farby, zlewam do innego naczynia część farby z górnej powierzchni naczynia, albo delikatnie zanurzam pędzel tylko w tej rzadszej warstwie.


Tyle teoria, a jak to wygląda w praktyce widać na obrazkach - najgorszy do rozmieszania na jednolitą konsystencję jest błękit paryski. Jest lekki, drobno zmielony i bardzo sprytny - kiedy wydaje się, że mieszanina jest jednolita, po dodaniu spoiwa, a najczęściej dopiero przy nałożeniu na obraz, pojawiają się maleńkie grudki. A na dodatek jest bardzo intensywnym barwnikiem i zostawia ślady na palcach, tkaninach itd. Jest to moja szkoła cierpliwości i pokory. Pisanie ikon kosztuje mnie bardzo dużo energii i czasu (o pieniądzach na farby i podobrazia nie wspomnę), maluję obrazy pomimo pojawiających się błędów.

Wiem, że każda kolejna warstwa farby, kolejny dokładniej wykończony kontur, dobrze położone światło, są kolejnym krokiem rozwoju, ćwiczeniem sprawności tworzenia. Skupienie, wyciszenie podczas pracy to taki czas twórczej samotności. Myśli układają się w głowie, codzienne problemy czekają grzecznie na swoją kolej - jestem skupiona na rozcieraniu farb, kolejnych pociągnięciach pędzla. A kiedy skończę będę mogła pomyśleć o kolejnej wystawie…


Fot.: Joanna Bielenda




środa, listopada 20, 2019

Jeśli piszę to nie maluję

Jeśli piszę to nie maluję

Jeśli piszę to nie maluję, a jak maluję to nie piszę.
Jeśli znamy się od dawna to wiesz, że lubię robić różne rzeczy. Tu koncert, tam spotkanie na mieście, wyjazd w góry, na narty, do kina albo na wycieczkę rowerową. Czytam kilka książek w miesiącu, interesuję się zdrowym jedzeniem, uprawiam ogródek i segreguję śmieci. Jeśli znamy się od dawna… 
Ale od jakiegoś czasu staram się wybierać na co kierować swoją uwagę, a właściwie uważność. Nadal interesuje mnie wiele dziedzin życia od ekonomii, przez psychologię po sztuki piękne. Zmieniło się jednak moje podejście do wielu spraw i staram się doświadczać życia „tu i teraz”. Skupiam całą moją energię na robieniu jednej rzeczy na raz. Jeśli robię warsztaty myślę tylko o tym co będziemy robić na kolejnym spotkaniu, jakie emocje uwolniły się podczas ostatniego.

Doświadczanie i uważność; bardzo mocno dotyczy to mojego czasu spędzanego w pracowni przy malowaniu kolejnego obrazu. Szczególnie pisanie ikon wymaga ode mnie dużego skupienia się. Jeszcze bardzo dużo czasu muszę spędzić przy mieszaniu pigmentów, nakładaniu kolejnych warstw na desce. Ale dzisiaj wpuszczam Was na chwilę do pracowni gdzie powstają kolejne obrazy. Są bardzo niedoskonałe, widać grudki pigmentu, zbyt grube linie pędzla, jakieś błędy w kompozycji postaci. Próbuję, ćwiczę się w cierpliwości i pokorze, a na dodatek  mam niesamowitą satysfakcję z kolejnego fragmentu, który zaczyna mi się podobać.


Fot.: Joanna Bielenda



środa, maja 15, 2019

Wiosenne przemyślenia

Wiosenne przemyślenia

Tak jak obiecałam sobie tydzień temu, usiadłam i pomyślałam co dalej z tym moim pisaniem. Bardzo pomogła mi w tym stara znajoma dolegliwość, czyli choroba kręgosłupa, która skutecznie uniemożliwia mi jakąkolwiek pracę w ogrodzie i domu. Uwierzcie mi, można być wściekłym na swoje słabości, albo żeby nie zwariować, szukać w nich dobrych stron. Posłuchałam rady mojej znajomej, wystawiam twarz do słonka i myślę (to przynajmniej nie boli). A kiedy tak sobie siedzę w tym moim zielonym kawałku świata, przychodzą mi do głowy różne myśli, wspomnienia, obrazy. 
Jednym z takich powracających obrazów i smaków jest ciasto, biszkopt na bazie jajek i octu, który w magiczny sposób spienia proszek do pieczenia i żółtka. Z dzieciakami na warsztatach robimy w ten sposób wybuchające wulkany! No i masz, artystka kuchni! Ale tym razem udało mi się upiec to ciasto, oczywiście bez zastanawiania się nad proporcjami, po prostu tak jak pamiętam. A nieodłącznym obrazem tego wspomnienia jest babcia mojej koleżanki ze szkolnej ławki, dziś pewnie w bardzo podeszłym wieku. Pozdrawiam Ewa! :)

I kiedy tak sobie piję tą moją aromatyczną kawę w pięknych okolicznościach ogrodu, przyglądamy się sobie z jedną wiewiórką nawzajem, pojawiają się kolejne pomysły. Już od ostatniego dzwonka w szkole, od zakończenia bardzo ważnych projektów w pracy - czyli początkiem lipca - będę umieszczać na blogu różne kreatywne zabawy dla dużych i małych. Jeszcze muszę dopracować szczegóły, może nagram jakieś filmy z zajęć w Plenerowej Akademii Sztuki? Być może będą pliki do pobrania? Myślę, zastanawiam się, kombinuję.

Zaglądajcie, zapraszam, a jeśli macie jakieś pomysły, chcecie się czegoś dowiedzieć o sztuce, tworzeniu, kreatywności, piszcie w mailach, na FB albo przyjedźcie do mnie na kawę i biszkopt!




Fot.: Joanna Bielenda



środa, marca 27, 2019

Wiatrołomy i sztuka natury

Wiatrołomy i sztuka natury

Postanowiłam dziś napisać o jeszcze jednej mojej pasji. Mieszkając blisko natury zaczęłam dostrzegać różne jej aspekty. Jakiś czas temu miasto zaczęło mi dokuczać swoim hałasem, smrodem setek samochodów i bezimiennością mijanych na ulicy ludzi. Kiedy codziennie wracam do domu mijam pola uprawne, obserwuję rosnące zboża, zieleniejącą się trawę i umykające wzdłuż miedzy zające. Zmiany pór roku to różne prace w polu, sprzątanie na podwórkach i wokół domów. Wiosna zawsze ma ten optymistyczny wymiar czekania na „nowe”. Mijam też pościnane drzewa, bo urosły za duże, śmiecą liśćmi, stoją za blisko wjazdu itd., a wczesna wiosna to dobry czas na ścinkę. I niezmiennie robi mi się smutno na widok powalonych konarów akacji, wierzb, jesionów. Zastanawiam się co stanie z żółtymi plastrami akacji o głęboko karbowanej korze, z pniem wierzby o spróchniałym wnętrzu, ze smukłym jesionem, który niejednemu podmuchowi wiatru się oparł. Pewnie jak większość ścinanych drzew skończą jako opał w kominkach i piecach. Kiedy chodzę po lesie lubię dotykać kory drzew, wdychać zapach lasu, słuchać szumu wiatru w gałęziach. Zastanawiam się co mogły w swoim stuletnim życiu „widzieć” czy „słyszeć”. Zadzieram głowę do góry żeby dostrzec świegoczące w koronach drzewa ptaki i próbuję sobie wyobrazić jak daleko sięgają korzenie tych drzew.
Z kilku takich skazanych na wycinkę drzew mam piękne deski, niektórymi obdarowałam przyjaciół inne zostawiłam dla siebie. Zobaczcie, czyż nie są piękne?!






Fot.: Beata Duda




środa, marca 20, 2019

Herbata i woda do płukania pędzli

Herbata i woda do płukania pędzli

Dawno temu, zupełnie przypadkiem, trafiłam na tekst, który opowiadał o zapominaniu się w działaniu twórczym. Ogólnie chodziło o to, że działalność angażująca mózg i ręce, powodująca głębokie zaangażowanie całej naszej osobowości, może być niesamowicie twórcza, kreatywna. Takie oderwanie się od rzeczywistości jest też niesamowicie odprężające i rozwijające. Przy takim angażującym działaniu zapominasz o całym świecie - nie pamiętasz o codziennych obowiązkach, włączonym praniu, gotującej się zupie. Nie słyszysz dźwięków, nie czujesz temperatury otoczenia, nie odczuwasz pragnienia ani głodu, nie masz świadomości upływającego czasu. Taki stan pełnego zaangażowania w to, co robisz.
Najłatwiej zrozumieć to na przykładzie muzyki - czasem może być to koncert, na który kupisz bilety kilka tygodni wcześniej, albo trafisz w sieci na muzykę, która określa doskonale twój obecny stan ducha, twoje myśli, lęki, pragnienia. Odpływasz, czasem łzy same lecą po policzkach, a czasem uśmiechasz się do wspomnień. Odrywasz się od ciała, unosisz się nad ziemią, jesteś tylko emocją, radością, smutkiem, bólem…

Czasem zazdroszczę ludziom, którzy tak bardzo są praktyczni i osadzeni w realnym świecie, że kompletnie nie rozumieją o czym mówię. Ja takie stany „nadwrażliwości” mam niemal codziennie - wystarczy ciepły powiew wiatru, słońce prosto w oczy, „płonące” niebo na horyzoncie, jakaś piosenka w radiu budząca wspomnienia…
Regularnie siedząc w pracowni, albo tylko przy biurku nad jakimś obrazem, podskakiwałam pod sufit na dźwięk telefonu czy głosu któregoś z domowników (mamo! bo ona się na mnie patrzy!, mamo! jak napisać rozprawkę?).

Zaczęłam wreszcie rozumieć dlaczego mało który z wielkich historycznych artystów był kobietą, albo chwalił się udanym życiem rodzinnym. No naprawdę nie da rady być przykładną matką (szczególnie matką Polką), gotować zdrowe obiadki, prasować pieluszki, (tak, kiedyś były takie szmacianie, tetrowe, wielokrotnego użytku, ekologiczne), chodzić z dziećmi do parku codziennie i ładnie wyglądać od 6 rano. I być żoną, synową, córką, koleżanką, studentką, współlokatorką, sąsiadką, matką, kochanką i kto tam wie kim jeszcze. Zawsze w mini spódnicy, z zadbanymi dłońmi, naturalnym makijażem i na szpilkach. Słuchać dobrych rad ciotek, teściowej, doświadczonych koleżanek, które wiedzą lepiej.
Ale halo, ziemia! Ja też mam coś do powiedzenia. Wiem jak chcę wychować moje dzieci. Wiem jaką chcę być matką. A poza tym maluję, tworzę, jestem artystą! Zarywam noce, bo przyśnił mi się obraz i za nic nie chce wyjść taki sam spod mojej ręki. Czytam, słucham, mam swoje zdanie na temat najnowszych trendów sztuki! Chodzę na wernisaże, oglądam wystawy, mogę nawet zaciągnąć kredyt, żeby zobaczyć twórczość Fridy Kahlo w Berlinie! Jestem wrażliwa na zjawiska w przyrodzie, na ludzi, ich emocje i świat jaki nas otacza! I uwielbiam chodzić we flanelowej męskiej koszuli i rozwalających się klapkach. Latem lubię mój prysznic pod jesionem i ziemniaki prosto z ogniska. Ale moje proste, codzienne życie nie zmienia faktu, że rozumiem malarstwo Picassa, chciałabym zamieszkać w ogrodzie Mehoffera, pić absynt z Chagallem, albo trzymać w rękach pędzle obok Pana Wyspiańskiego...


Uwielbiam stany pełnego zatracenia się w malowaniu, tworzeniu.

Lubię zapachy, faktury farb jakich używam. Mogę godzinami mieszać kolory, szukać sposobu na przeniesienie na papier, płótno swoich emocji, wrażeń. Czasem mam wrażenie, że odblokowują się kolejne poziomy myśli. Jakaś linia, plama, nagle zaczyna sama wychodzić spod ręki. Często jednocześnie maluję kilka obrazów, rozkładam je wokół siebie, przyglądam się i zastanawiam. Zapominam o całym świecie i jest mi z tym dobrze! Żadnych powinności, budzików, pośpiechu.
Ale spokojnie, w poniedziałek pojadę grzecznie do pracy i zrobię co do mnie należy. Podpiszę bilans roczny, uzgodnimy salda, zaplanujemy wydatki i inne bardzo ważne sprawy.  Tyle i aż, tyle.
A teraz mam w ręce pędzle, namoczyłam farby, ustawiłam sztalugi. W uszach i głowie mam dźwięki, emocje, wrażenia. Słucham dobrej, emocjonalnej muzyki. Przygotowałam różne szkice, podmalunki. Ostatnio fascynują mnie portrety, twarze, oczy, nosy, usta. Rysuję, szkicuję na większych i mniejszych formatach.


Powtarzam na moich warsztatach, że ważne jest samo działanie, ale niekoniecznie efekt końcowy.

Co chcesz namalować, wyrzeźbić? Jaki ślad we wszechświecie zostawić? Chcesz poczuć więź z innymi, którzy myślą, czują, tak samo jak ty? A może chcesz przez chwilę  poczuć się bardzo ważną osobą? Artystą! Masz do tego prawo. Masz do tego przestrzeń. W swojej wyobraźni. W muzyce której słuchasz, w obrazach jakie oglądasz. W każdym oddechu, każdej filiżance wypitej kawy. Albo na warsztatach ze mną. Całkiem realnie, namacalnie. W określonym miejscu, czasie i przestrzeni.
Szukam obrazów naśladujących moje emocje. Kiedy skończę dzisiejszy szkic - oko, nos, twarz - wypiję trochę białego wina, będę czuła, że zrobiłam coś dla siebie. Po prostu, nawet jeśli rano przemaluję ten obraz na zupełni inny. To są moje emocje, moja wrażliwość. A kiedy zatracam się w malowani, wyklejaniu czy wycinaniu, zdarza mi się prawie pić wodę z pędzli a pędzle płukać w herbacie w roztargnieniu. A było i tak, że napiłam się wody przygotowanej dla kwiatków, ale to zupełnie inna historia :))


Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy




środa, marca 06, 2019

Skończ jak zaczęłaś! - czyli dlaczego nie maluję na zamówienie

Skończ jak zaczęłaś! - czyli dlaczego nie maluję na zamówienie

Pisałam już o technicznej stronie bloga, a dziś napiszę Wam jak to jest z malowaniem. Albo z niemalowaniem.
Od pewnego czasu maluję obrazy na szkle. Jest to o tyle trudne, że nie da się „zamalować” poprzedniej wersji. Kiedy maluje na płótnie, albo na papierze, kolejne warstwy powstają „od dołu do góry”. Czyli każda nieudana próba (kreska, plama), może być zamalowana kolejną warstwą obrazu. Niestety, jeśli maluję na szkle, jest troszkę inaczej. Czyli odwrotnie. Każda kreska, kropka, plama namalowana na początku jest pierwszym planem obrazu. Najpierw dosyć dużo czasu poświęcam na dokładne odtłuszczenie powierzchni szyby, na której będę malować (farby nie lubią konkurencji czyli np. śladów palców na których jest troszkę tłuszczu). Następnie, odpowiednim narzędziem, nanoszę kontury przyszłego obrazu. Czasami jest to farba nanoszona pędzlem, a jeśli chcę tylko zaznaczyć kontury postaci jest to pisak do gładkich powierzchni (pozwala na kreślenie bardzo cienkich linii). Każdy z kolejnych opisywanych etapów wymaga czasu na „schnięcie”- inaczej „zamazuje” się nie wiadomo kiedy.

Kolejny krok to zaznaczenie wszystkich cieni na twarzach, fałdach ubrań, horyzontu i dalszego planu. Znowu czekanie na wyschnięcie naniesionej farby. Teraz czas na nałożenie większych płaszczyzn, mocniejszych akcentów. Ale po raz kolejny odwracam moją szybę i oglądam obraz z właściwej strony. No nie! Znowu źle położyłam kontury! Za bardzo namieszałam na większych płaszczyznach! Ok, bez paniki - biorę nożyk, skalpel, cokolwiek ostrego i delikatnie zdrapuję źle namalowane fragmenty. Miękką szmatką, pędzlem zgarniam na zewnątrz kolorowy pył a serce boli, że tyle farby się zmarnowało, ale trudno. Oglądam pod różnymi kątami, ścieram pojedyncze pyłki. Jest dobrze, zaczynam malować, już kilka plam, kilka pociągnięć pędzlem. Nie, tego nie da się uratować! Zdrapuję cały prawie ukończony obraz. Zdrapuję wszystkie ślady farby i kolejny raz myję dokładnie szybę, ani śladu kilku godzin pracy.
Jestem smutna i mam poczucie klęski. Ale nie pokażę nikomu obrazu, który mnie nie będzie się podobał. Którego sama nie chciałabym oglądać na co dzień. Koniec, kropka.

Nie jestem perfekcjonistką, mam bałagan w torebce, nie mówiąc o szafie. Ale mam wyobrażenie moich obrazów, nawet jeśli niektóre zostaną tylko na etapie projektów. Teraz mam na warsztacie cztery, dwa właśnie zdrapałam, dokładnie zmyłam resztki farb z szyb na których powstają. Idę malować, od nowa, jeszcze raz, kolejny raz. Kiedyś już wspominałam o ćwiczeniu cierpliwości przy malowaniu. Czasem pomiędzy niektórymi obrazami mija wiele czasu. Z zazdrością oglądam perfekcyjnie dokładne rysunki innych artystów. Gdy skończę obraz i jestem z niego zadowolona, kiedy słyszę pozytywną opinię widzów - jest uczucie nie do opisania. My artyści jesteśmy bardziej wrażliwi, wyczuleni na słowa krytyki. Ale tak naprawdę, każdy bez względu na to co robi lubi pochwałę i podziw dla swojej pracy, prawda? 

Zapraszam Was na dyskusję o uczeniu się cierpliwości, potrzebie bycia docenianym, najlepiej w pięknych okolicznościach przyrody. 

Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy

środa, maja 23, 2018

To wszystko z zazdrości!

To wszystko z zazdrości!

Kochani, dzisiaj opowiem o konstruktywnej zazdrości.
Do tej pory nie sądziłam, że to będzie TEN dzień :)
Każdy z nas ma takie chwile, momenty, które za jakiś czas okazują się bardzo ważne (Uważne) w przyszłości.

W pewien spokojny, troszeczkę pochmurny październikowy dzień zapisałam się do projektu Iluminatorni - Katarzyny Bruzda Lecyk, „Uważność”.  Czytałam posty, oglądałam relacje z kolejnych wyjazdów do Toskanii i… bardzo zazdrościłam Kasi i uczestnikom Iluminatorni bycia „RAZEM.”
Uczestnicy zajęć Iluminatorni tworzą niesamowitą grupę ludzi zainteresowanych własnym rozwojem emocjonalnym i wykorzystaniem sztuki do realizacji tego celu.
I troszeczkę z tej zazdrości i ciekawości zapisałam się do kolejnego projektu Iluminatorni –UWAŻNOŚĆ.

Katarzyna Bruzda Lecyk - pomysłodawczyni i organizatorka Akademii Sztuki: Iluminatorni, zaprosiła nas do kolejnego swojego projektu. Pół roku temu poznaliśmy założenia projektu Uważność. Każdy z uczestników miał za zadanie namalować kilka obrazów, które miały tworzyć całość dużego obrazu (3x3 metry). Problem polegał na wybraniu swojego miejsca na mozaice oraz na UWAŻNYM malowaniu poszczególnych jej elementów.

Jestem autorem jednego z elementów mozaiki, jaka jest efektem projektu Uważność.

Ciekawym doświadczeniem jest spotkanie obcych ludzi przypadkiem znajdujących się w tym samym miejscu, realizujących to samo zadanie. Mamy różne drogi życia, różne doświadczenia zawodowe i bardzo dziwne ścieżki kariery artystycznej (zawodowej/życiowej).
Wspólne malowanie - pomysły na realizację zadań z kolejnych spotkań w ramach projektu Uważność, stwarzały przestrzeń do wymiany myśli, emocji, wrażeń. Takie doświadczenia jak udział w projekcie Uważność są często impulsem do  realizacji własnych marzeń, projektów.

Od wielu lat poza pracą zawodową mam różne pomysły i zainteresowania. Jednym z projektów, o którym myślałam już dawno temu,  były kreatywno-artystyczne warsztaty sztuki. Przyszedł taki dzień kiedy marzenia stały się bytem realnym. Jednym z „kamieni milowych” mojego skromnego, spokojnego życia były warsztaty Plenerowej Akademii Sztuki Beaty Duda, w Jaworkach, w pensjonacie Koliba. Relację z warsztatów możecie zobaczyć klikając TUTAJ

Zaprosiłam wszystkich ciekawych świata, emocji i wrażeń do miejsca, które jest, było i mam nadzieję, będzie nadal źródłem inspiracji. Spędziliśmy razem kilkanaście godzin, podczas których mogliśmy się poznać. Podpowiadałam jakim celom służą poszczególne zadania. Zachęcałam i sama brałam czynny udział w ich realizacji. Powstawały dzieła sztuki i mapy naszych marzeń, emocji.

A teraz nadszedł czas na zaproszenie Was na WARSZTATY mojej PLENEROWEJ AKADEMII SZTUKI W BISKUPICACH.  Jest to wieś na pograniczu historycznych wydarzeń oraz strategicznych bitew wojennych, jakich wiele w naszym kraju. Można tu słuchać śpiewu ptaków, spacerować polnymi drogami, albo nic nie robić - być częścią krajobrazu.
Można też spróbować poszukać swoich możliwości artystycznych. Czekają białe płótna blejtramów, kolorowe farby i niezliczona ilość polnych kwiatów, traw i zbóż.

Jednym z moich marzeń był ogród pełen ludzi szukających piękna, spokoju i ciszy.
Pomożecie mi spełnić to marzenie? ZAPRASZAM!
Plenerowa Akademia Sztuki będzie otwarta od 8 czerwca 2018 r. 
Przyjeżdżajcie! 
Więcej informacji o warsztatach TUTAJ








fot. Barbara Bogacka


środa, marca 28, 2018

O wiosennych przebudzeniach

O wiosennych przebudzeniach

Po kilku miesiącach zimy z niecierpliwością wypatruję kolorów wiosny. Też tak macie? Najmniejszy pączek wiosennych kwiatków cieszy mnie co roku z tą samą intensywnością! Biegam po zaśnieżonych rabatkach i fotografuję kolejne pojawiające się śnieżyczki, krokusy, żonkile, hiacynty i tulipany. Białe, różowe, żółte, zielone, liliowe. Mam wrażenie, że wyrastające z ziemi roślinki też nie mogą doczekać się wiosennego słońca i deszczu. Te wszystkie cebulki siedziały sobie pod śniegiem i jak tylko zaczyna robić się cieplej wyskakują ku radości takich jak ja. 
Uwielbiam wyjazdy za miasto, gdzie nie widać tego szaroburego kożucha, po tym co było śniegiem. Pomimo, często jeszcze mroźnego wiatru, oglądam pola, na których zaczyna się zielenić zboże. Wypatruję pąków na drzewach i słucham świergotu ptaków. Czy wiecie, że woda w pniach drzew zaczyna wiosną płynąc tak głośno, że wystarczy przyłożyć np. stetoskop, żeby to usłyszeć?! Nie mówcie proszę nikomu, ale bardzo często przytulam się do drzew i głaskam gałązki! Od dzieciństwa mam w domu syrop sosnowy na gardło, a od jakiegoś czasu również majowe wino. Wiosną też mam jakąś większą ochotę do życia i mnóstwo planów na nadchodzące lato. Chce mi się tworzyć, malować, działać! 

W tym roku wiosna będzie bardzo twórcza, mam nadzieję, że zrealizuję wszystkie plany artystyczne. Jednym z wydarzeń będzie majówka w górach. Twórczo, wiosennie, z uwagą skupioną na otaczającej nas przyrodzie. 

Chcecie ze mną poczuć wiosenne przebudzenie? Poszukać odcieni białego, żółtego i zielonego w górskich klimatach? Spotkajmy się na majówce!


Są jeszcze miejsca na najbliższe zajęcia mojej Plenerowej Akademii Sztuki w Pieninach w dniach 30.04 - 2.05.2018 - szczegóły TUTAJ
Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy

Gorąco zapraszam!


środa, lutego 28, 2018

Wernisaż

Wernisaż

Dzisiaj chciałabym napisać kilka zdań na temat wernisażu. Na pewno przynajmniej raz w życiu braliście udział w takim wydarzeniu. Jakiś nudny Pan lub Pani serdecznie wita przybyłych gości często wymieniając ich nazwiska i tytuły naukowe. Po dłuższym lub krótszym wstępie przedstawiany jest bohater wernisażu czyli autor prac (o ile żyje). Kiedy sama byłam tym autorem na swoich wernisażach bardzo mnie krępowała cała ta procedura. Zdarzało się też tak, że miałam ochotę schować się gdzieś i nie pokazywać  zaproszonym gościom. Pokazanie swojej twórczości to niepewność i strach czy widzowie zrozumieją moje emocje, wrażliwość.

Wernisaż to duże wydarzenie: jest dla artysty świętem po często długiej pracy w samotności. Ale jest też dużym stresem czy wystawa się spodoba, czy ktoś doceni wysiłek, itd. Chociaż zrobiłam już kilka wystaw i zorganizowałam kilka wernisaży nadal łatwiej mi rozmawiać o moich obrazach w prywatnych rozmowach. Często też mówię, że zależy mi na odczuwaniu sztuki, a mniej na jej zrozumieniu. Szczególnie jeśli pokazuję obrazy abstrakcyjne, mówienie o tym „co artysta miał na myśli” jest albo trywialne, albo w najlepszym przypadku nudne. W mojej twórczości lubię ten stan oderwania od rzeczywistości, który towarzyszy tworzeniu, ale pamiętajcie, że sama wystawa to też „dzieło”. Po kilku pierwszych wystawach staranniej dobieram obrazy do wnętrza, ale i do siebie nawzajem. Osobiście sprawdzam, żeby nie zostały powieszone „do góry nogami” i, o ile to możliwe, były odpowiednio oświetlone. Dlatego mam dzisiaj wielką prośbę: zanim zapytacie artystę dlaczego maluje i skąd czerpie inspirację - popatrzcie na jego twórczość i pozwólcie, żeby do was przemówiły kształty, barwy, kompozycje i dusza artysty zamknięta w płaszczyźnie obrazu.

Na opis niektórych z moich wernisaży można natknąć się w internecie.
Klikając TUTAJ możecie zobaczyć wernisaż moich prac w Klubie Studenckim "Przepraszam" w Tarnowie, opisany przez Tarnowski Kurier Kulturalny.
TUTAJ zobaczycie moją wystawę w Gminnym Domu Kultury w Zakrzówku. TUTAJ natomiast zapraszam Was do Dąbrowskiego Domu Kultury.
Zapraszam również do przeczytania wywiadu jaki przeprowadził ze mną Galicyjski Tygodnik Informacyjny TEMI - TUTAJ
Miłego odbioru :)



fot. Beata Duda


środa, lutego 21, 2018

Kreatywność

Kreatywność

Czy zastanawialiście się kiedyś co to właściwie jest?
Kreatywność jest odmieniana przez wszystkie przypadki, słyszymy o kreatywności w pracy, w rozwiązywaniu konfliktów. Mamy być kreatywnymi rodzicami, uczyć swoje dzieci kreatywności. Ale czy rzeczywiście wiemy czym jest ta kreatywność? Słowo kreatywność pochodzi od łacińskiego creatus czyli twórczy, dalej definicja mówi o postawie twórczej, podejmowaniu procesów umysłowych pociągających za sobą powstawanie nowych idei, koncepcji, skojarzeń.

Dla mnie kreatywność jest równoznaczna z pomysłowością wykorzystania własnych zdolności, predyspozycji do realizowania podstawowych wartości takich jak dobro, prawda, piękno, zdrowie i wygoda (por. prof. K. J. Szmidt „Sesje twórczej pomysłowości” wyd. Sens, 2016). Brzmi patetycznie, ale jeśli poświęcicie chwilę na zastanowienie się nad tym zdaniem okaże się, że często jesteśmy kreatywni w codziennych sprawach zupełnie nieświadomie.

Przykład? Bardzo proszę: niedawno przeprowadziłam się do nowego mieszkania, nie lubię firanek i zasłon ale „gołe” okna nie wyglądają dobrze. Na co dzień pracuję z papierem - wycinam, sklejam, maluję. I tak sobie pomyślałam - dlaczego nie zrobić papierowych żaluzji? Wyglądają całkiem sympatycznie, poskładane w harmonijkę płachty szarego papieru, przewiązane szarym sznurkiem. Spełniają swoją rolę zasłony okna i są estetycznym elementem wnętrza. Ekologicznie, antyalergicznie, i nie będzie mi żal wyrzucić, gdy nadejdzie kolejny etap remontu.

Inny przykład: po innym remoncie zostały mi wielkie szklane klosze od lamp, białe, matowe. Przez kilka sezonów były dekoracją rabatką z różami, ciekawie komponowały się błyszczące szklane powierzchnie z nieregularną linią kwiatów. Uwielbiam takie swędzenie z tyłu głowy, kiedy myślę nad czymś i pojawia się rozwiązanie. A jeszcze lepiej, kiedy mogę z kimś zrobić małą „burzę mózgów” nad jakimś problemem.

Kreatywność można również ćwiczyć, rozwijać, do czego Was serdecznie namawiam. Już  niedługo znajdziecie u mnie kilka ćwiczeń rozwijających kreatywność, które można zrobić w domu z dziećmi, przyjaciółmi. Zapraszam!



środa, lutego 07, 2018

Maluję.

Maluję.

Gdy ktoś pyta mnie od kiedy maluję, próbuję sobie przypomnieć ten moment, kiedy to wszystko się zaczęło. Banałem jest stwierdzić, że „maluję od zawsze”, ale pamiętam jak w małym notesiku mojej mamy zostawiałam plamy niebieskiego atramentu. Był to chyba jeden ze sposobów na zajęcie dla małego dziecka, gdy chciało z kimś porozmawiać. Pamiętam też wielkie metalowe pudełko kredek, które zawsze układałam kolorami i lubiłam zatemperować „na ostro”. Pierwszy obraz na płótnie namalowałam w grudniu 1981 roku (tak! dzieci miały wtedy nieoczekiwanie dłuższe wolne w szkole). I pamiętam takie słowa: „jeśli to twoja pasja, to dlaczego tego nie robisz?”, które były jednym z impulsów, żeby pokazać się światu ze swoją twórczością.

Innym pytaniem (które może niekoniecznie zadawane jest artyście wprost) to „po co?” Często sztuka współczesna jest kontrowersyjna, dziwna, niezrozumiała. A jednak nadal kolejni artyści tworzą, malują, przedstawiają. Zapewne każdy twórca powie, że ma takie „coś” co w nim siedzi, jakaś myśl, idea na obraz, rzeźbę czy kompozycję. Często projekt czeka gdzieś w głowie na realizację miesiąc, rok. Ale nie daje o sobie zapomnieć i domaga się realizacji.

Czy można to racjonalnie wytłumaczyć? Pewnie można, ale po co? Sztuka jest częścią życia ludzi. Zmienia się i rozwija. Oburza albo zachwyca. Jest moim hobby i pasją. Czas spędzany przy sztalugach jest radosną częścią mojego życia. 
A jakie są Wasze zainteresowania, hobby? Pasje, bez których życie traci swój urok? Podzielicie się nimi ze mną w komentarzach, zapraszam!


fot. Joanna Bielenda

środa, stycznia 17, 2018

Ministerstwo Śledzia i Wódki

Ministerstwo Śledzia i Wódki

Tym razem chciałabym Was zaprosić na wycieczkę do Bielska-Białej.
28 obrazów z kolekcji „Moje monotypie” znalazły się w klimatycznych wnętrzach nowo otwartego miejsca spotkań towarzyskich. Wnętrze o ceglanym sklepieniu z kierunkowymi reflektorami, fantastycznie podkreśliło klimat moich kompozycji.
Każdą swoją wystawę bardzo starannie dobieram do miejsca w którym będzie oglądana. I tak było tym razem – rozstawiając obrazy, zastanawiałam się które z nich zostaną powieszone na ścianach. Bardzo lubię ten moment. Skupiam się na energii miejsca i obrazu, słucham intuicji i próbuję wczuć się w rolę widza. Dobieram obrazy w grupy tak, żeby jak najlepiej komponowały się w przestrzeni. Na koniec robię fotografię całości. 
Opisana tu wystawa moich obrazów gościła w 2014 roku w lokalu o nazwie „Ministerstwo Śledzia i Wódki” w Bielsku-Białej, na zaproszenie właścicieli, a kilka ujęć tego wydarzenia możecie obejrzeć w tym wpisie.


fot. Beata Duda


Copyright © 2016 Monotypia DB , Blogger