środa, września 26, 2018

To był bardzo dobry pomysł!

To był bardzo dobry pomysł!

Nie szkodzi, że wróciłam z katarem i spędziłam jakieś 14 godzin w podróży i tak było warto!
Hurra! Byłam na konferencji arteterapeutów, mogłam posłuchać na żywo wspaniałych, kreatywnych, zaangażowanych ludzi i oczywiście!… prof. Karolaka.

Moje wrażenia? Wizjoner, artysta, ciekawy, ciepły - normalny człowiek. Mogłam zobaczyć (na wyświetlonym przez niego filmie) niesamowitą realizację projektu arteterapeutycznego o nazwie „Siano”. Mogłam posłuchać jego filozofii towarzyszącej każdej działalności (a propos - nie dawajcie mu w prezencie żadnych bukietów ciętych kwiatów, bardzo nie lubi bezsensownego niszczenia przyrody, a takim działaniem jest dla niego ścinanie kwitnących roślin). A jednocześnie zobaczyć zwykłego człowieka w poważnym wieku, mówiącego zupełnie normalnym językiem - Pana Profesora Wiesława Karolaka.

Prof. dr hab. Wiesław Karolak  fot.arteterapia.pl

Niesamowite są takie spotkania - wielka sala wypełniona ludźmi, których łączy podobna praca, idea, zaangażowanie. Na co dzień narzekamy, że nikt nas nie docenia, że za mało nam płacą, że jesteśmy niezrozumiani, itd., itp.
Ale „tu i teraz” jesteśmy w takiej niesamowitej atmosferze „wspólnoty szaleńców”. Terapeuci, nauczyciele, psycholodzy. Praktycy i naukowcy. Pracujemy w przychodniach lekarskich, gabinetach psychologicznych, szpitalach i szkołach/przedszkolach specjalnych.

Po jednym niesamowicie inspirującym panelu (z profesorem) jest kolejny, równie ciekawy i wciągający. Na środek sali wychodzi filigranowa dziewczyna, kobieta, psycholożka - sportowe buty, wygodne ubranie- przedstawia się, uśmiecha się całym ciałem. Zaczyna wykład od prośby o puszczenie przygotowanej muzyki, zaczyna wykonywać ruchy ciałem, które przechodzą w coś w rodzaju tańca - ruchem rąk, mową ciała zaprasza publiczność do włączenia się do aktywności ruchowej na środku sali. Nie wszyscy wstają, ale czujemy, że dzieje się coś niesamowitego, nie ważne czy tylko kołyszesz się na krześle czy klaszczesz - tworzy się ulotna i chwilowa, ale WSPÓLNOTA.

Dokładnie tak samo działa terapia, arteterapia - taka chwila kiedy słuchamy muzyki, tańczymy, gramy na instrumentach czy malujemy. Bo pomimo tego, że jesteśmy bardzo dobrze zorganizowanymi istotami, potrafimy panować nad otaczającym nas światem (no dobra, tak nam się wydaje), potrzebujemy innych - rodziny, braci, wspólników, partnerów.

I słowa, które w różny sposób powtarzają wszyscy wykładowcy - bądźcie autentyczni, szczerzy, zaangażowani w to, co robicie!
Ja się pod tym podpisuję obiema rękami!


środa, września 19, 2018

Muszę się pochwalić!

Muszę się pochwalić!

Dzisiaj muszę się pochwalić - jadę na konferencję arteterapeutyczną! Jestem mocno podekscytowana, bo usłyszę na żywo człowieka, który zaraził mnie pasją do arteterapii (o arteterapii piszę TUTAJ).

Moim Mistrzem w temacie wykorzystania sztuki w terapii, w poszukiwaniach kreatywności, jest prof. Wiesław Karolak. Jedną z pierwszych publikacji jaką przeczytałam na temat arteterapii był artykuł właśnie jego autorstwa. Nie udało mi się spotkać go osobiście - jest wykładowcą w Łodzi na Akademii Sztuk Pięknych, dlatego gdy zobaczyłam ogłoszenie o konferencji, zapisałam się szybciutko. Ale o wrażeniach napiszę w następnym poście. 

To, co mnie bardzo zainteresowało, to  skupienie uwagi na działaniu twórczym, a nie na samym dziele artystycznym. Tak naprawdę w wielu działaniach, ćwiczeniach, o jakich pisze prof. Karolak, nie powstaje żadne materialne, namacalne dzieło! 
W arteterapii jaką ja również stosuję w pracy zawodowej, chodzi o samo działanie, o budowanie relacji, o odkrywanie własnych możliwości i potencjału. 

Dlatego, kiedy zapraszam Was na zajęcia kreatywne w Plenerowej Akademii Sztuki mówię bardzo często, że nie potrzebne są zdolności artystyczne, manualne, żeby tworzyć sztukę. Podczas warsztatów, które organizuję, skupiam się na odkrywaniu kreatywności, uruchamianiu potencjału jaki w każdym z nas drzemie. 

Tak! W każdym z nas drzemie, bardziej lub mniej uświadamiany, potencjał twórczy! Kiedy zaczynam zajęcia z nowymi uczestnikami i proszę o przedstawienie się, zwykle nastaje chwila ciszy. A po kilku chwilach, czasem po kilku ćwiczeniach, okazuje się, że mamy olbrzymi potencjał twórczy, ale nie uświadamiamy go sobie, albo nikt nie nazwał kreatywnością tego, co robimy na co dzień. 

Jednym z ciekawych ćwiczeń, zadań kreatywnych zaczerpniętych od profesora jest nadawanie niepotrzebnym rzeczom nowego znaczenia, funkcji. 
Rozejrzyjcie się wokoło siebie, zaglądnijcie do piwnicy, poszperajcie na strychu - ile tam jest przedmiotów zapomnianych, niepotrzebnych! A teraz zastanówcie się do czego służyły kiedy były nowe, czy ktoś cieszył się z ich posiadania? A co można zrobić z nimi teraz? Czy można nadać im jakąś nazwę, przypisać nową funkcję? I o to właśnie chodzi - mam nadzieję, że uruchomiłam w Was proces kreatywnego myślenia. Ta pozornie błaha zabawa, może być fantastyczną przygodą w świat wyobraźni. Nie potrzebne są żadne materiały - wszystko macie w zasięgu ręki, oczu. Pozwólcie tylko poprowadzić się myślom, uczuciom i skojarzeniom. 



środa, września 12, 2018

Mnich na cmentarzu

Mnich na cmentarzu

„Ten niewielki (18,5 cz x 26,5 cm) obrazek jest próbą tego co w malarstwie  Chmielowskiego interesowało najbardziej. Scena obsadzona w wieczorowej porze, tajemnicza postać wpisana w jesienny, cmentarny pejzaż. Atmosfera tajemniczości, lawirowanie między dniem i nocą, tajemnicze postaci, to elementy znane z innych obrazów takich jak Cmentarz Włoski czy Szara godzina. Zainteresowania malarskie gdyby je przyłożyć do życia artysty, zdają się przekazywać pewną tajemniczą atmosferę, która towarzyszy przemianie. Czy to przypadek, że takie upodobania miał człowiek, który borykał się z podjęciem decyzji o bezgranicznym oddaniu bezdomnym? Czy to przypadkowe upodobania, dla człowieka, który porzucił blask salonów dla półmroku przytulisk dla bezdomnych?”

Niemal 20 lat temu poznałam dzieła artysty malarza Alberta Chmielowskiego. W Muzeum Narodowym w Krakowie można zobaczyć jego nieliczne obrazy. Nie wiem dlaczego, ale poczułam jakąś bliskość, więź z człowiekiem, który swoją wrażliwość i potencjał artystyczny zostawił dla niedocenianej, a czasem pogardzanej pracy. Tak, Adam Chmielowski, artysta, teoretyk sztuki, to wielki człowiek „od bezdomnych”. Pewnie dla większości z Was postać Brata Alberta, świętego z samotni na Kalatówkach w Zakopanem, jest kolejnym obrazkiem w panteonie świętych (niekoniecznie wartym zainteresowania). A ja zaczęłam czytać jego życiorys, pisma które pisał jako krytyk i teoretyk sztuki, szukałam myśli świętego zakonnika. Oglądałam reprodukcje i obrazy człowieka wrażliwego na świat jaki go otaczał.

„Dorobek Adama Chmielowskiego to 61 obrazów olejnych, 22 akwarele i 15 rysunków. Do najbardziej znanych prac należą m.in. Po pojedynku, Dziewczynka z pieskiem, Cmentarz, Dama z listem, Powstaniec na koniu, Wizja św. Małgorzaty, Zachód słońca, Amazonka.”

Zastanawiałam się jaką wrażliwość i ile miłości trzeba mieć w sobie, żeby dzielić ją z tymi, których nie chcemy w naszych pięknych apartamentowcach z ochroną, w naszych galeriach handlowych z fontannami i całą gamą pięknych wystaw. Był jednym z wybrańców - bywalec salonów, członek artystycznej bohemy, europejczyk, artysta lubiany i zapraszany…
Mnich, zakonnik - zbierający bezdomnych, kalekich porzuconych i nikomu niepotrzebnych.


Lubię ten portret: Albert, w słusznym wieku, zakonnik lekko zgarbiony w prostym habicie, różaniec, smutne, zamyślone oczy człowieka, który wie, czuje, widzi więcej.

„Tak samo mają artyści - nawet jeśli daleko nam do świętości, to zaczęłam rozumieć słowa Alberta: Trudno przypuszczać, żeby sztuka ze swej istoty była jakimś osobnym światem, udziałem niektórych.(…) Jeżeli więc sztuka wydaje się być czymś oderwanym od życia, wina to barbarzyństwa ludzi, fałszywych teorii, nie zaś samej sztuki.”

O duchowej, transcendentnej naturze sztuki mówił:
"[...] twórczość nie jest udziałem człowieka, chyba tylko w przenośni [...]. Udziałem człowieka jest siebie samego zakląć w słowo, kamień, tony [...]. Droga do prawdy, to jedyny bezpośredni cel sztuki. Jako antytezę sztuki prawdziwej, wyrażającej się przez styl czyli 'indywidualność duszy', można postawić sztukę fałszywą, udaną, wyrażoną przez manierę, sposób, sztukę nauczoną. [...] Styl właśnie, jest to szczerość, przyrodzony głos duszy, jej kształt, jej język; maniera to przedrzeźnianie stylu, to głos i język papugi, kalectwo kształtu."



Cytat i fot. "Mnich na cmentarzu": www.albertyniprzytulisko.pl/zbior-malarski-adama-chmielowskiego
Cytat: culture.pl/pl/tworca/adam-brat-albert-chmielowski
Cytat: „Ateneum” 1876, cyt. za: Irena Kossowska, Adam Chmielowski, culture.pl, maj 2006
Portret Brata Alberta: wyczolkowski.pl/tworczosc

środa, września 05, 2018

Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce!

Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce!

Kiedy siadam do pisania kolejnego postu, zwykle mam jakiś plan w głowie albo jakąś notatkę i po paru chwilach tekst jest gotowy. 
Ale są takie dni jak dzisiaj, kiedy nie mam żadnego pomysłu. Czytam poprzednie wpisy, przeglądam zdjęcia i najchętniej poszłabym na spacer albo dokończyła czytać książkę. Znacie to, prawda? Nie ma znaczenia na czym polega zadanie, każdemu zdarzają się chwile kiedy zrobimy wszystko, tylko nie to, co w danym momencie ma etykietkę: „pilne/ważne/do zrobienia”. Szukamy wtedy wymówek, odkładamy na potem, itd. Pewnie każdy z Was ma inną metodę radzenia sobie z tym dziwnym rozdwojeniem jaźni, kiedy wiem, że nikt za mnie tego nie zrobi, ale jakoś tak „kręcę się” wokół tematu. 

Jedną z moich metod jest jazda na rowerze. Nazywam to przewietrzaniem głowy. Potrzebuję oczywiście roweru, trochę przestrzeni, bycia tylko ze sobą i czasu na poukładanie wszystkich myśli. Kiedyś przyszło mi do głowy, żeby w pracy był taki służbowy rower - jeśli komuś brakuje energii czy pomysłu na wykonanie zadania, robi sobie obowiązkową rundę wokół budynku. 
Inną metodą, która sprawdza się kiedy jazda na rowerze jest niemożliwa, jest mapka myśli/skojarzeń. W centrum kartki wpisuję zadanie i szukam wszystkich możliwych skojarzeń z tematem. Rozpisuję możliwe rozwiązania, mniej lub bardziej realne, czasami wypisuje osoby, które mogą mi pomóc. Być może wydaje się Wam to czasochłonne, ale przecież i tak nie robiłam tego co powinnam, prawda? 

Jeśli chcecie poczytać więcej o tym zjawisku, to może TUTAJ

A ja jestem ciekawa jakie macie sposoby na odkładanie rzeczy do zrobienia na potem, na pewno każdy ma swoje metody i mogłaby być ciekawa dyskusja - może przy ognisku, kiełbaskach i sztalugach...


środa, sierpnia 29, 2018

Fascynacja sztuką

Fascynacja sztuką

Tym razem opowiem Wam o mojej fascynacji sztuką artysty, który mnie od dawna niesamowicie inspiruje. Kiedyś, moją wielką miłością było czytanie prawie wszystkiego związanego z fantastyką. U zaprzyjaźnionej pani w kiosku ruchu prenumerowałam wydawaną na bardzo kiepskim papierze „Fantastykę”. To miesięcznik literacki poświęcony szeroko rozumianej fantastyce, w szczególności literaturze science fiction i fantasy, obecnie ”Nowa Fantastyka”.

W jednym z numerów natknęłam się na opowiadanie „Diuna”. Spokojnie, nie będę Wam streszczać literatury fantastycznej :) Chcę natomiast opowiedzieć o ilustracjach, które były częścią opowiadania. Artysta, Wojciech Siudmak, dziś już bardzo znany, zachwycił mnie swoimi niesamowitymi wizjami malarskimi. Sam określa swoją twórczość hiperrealizmem fantastycznym. I tak jak autorzy fantastycznych opowiadań zabierają nas w swoje zmyślone światy, tak Siudmak nam te światy pokazuje własnymi wizjami. Trójwymiarowe, przenikające się przestrzenie, wywołują u mnie mrowienie gdzieś z tyłu głowy. Niesamowicie dekoracyjne wnętrza, plątaniny szat i barokowe akcenty, pozwalają poczuć aurę fantastycznych obszarów, światów.

Jak sam mówi, szuka inspiracji we Wszechświecie - fascynuje go fizyka i astrofizyka.  Wizje Siudmaka, to poszukiwanie uniwersalnego piękna – kobiety na jego obrazach są doskonałe, wyniosłe i niedostępne, otoczone aurą dostojeństwa i tajemnicy. 
Sztuka Siudmaka jest znana i doceniana na całym świecie:

Jaka bezgraniczna fantazja ijaka cudowna zdolność realizowania jej. Talent niemalże niewiarygodny, zdolniejszy i bardziej nieskończony niż ten, który tworzy, wyraża iprowadzi nasze najbogatsze marzenia. - Federico Fellini

Odlat podróżuję poświecie jego sztuki. Dzięki niemu wraz znim, marzę oobrazach zeświata poza horyzontem. Hiperrealistyczny, przekraczający rzeczywistość, intymny z nieskończonością SIUDMAK spokojnie panuje nad swym niezwykłym szaleństwem. Maboski dar materializowania swojej wyobraźni. Potrafi nas wciągnąć wswoją niezwykłą podróż. - Jean-Jacques Annaud

Jego cudowna sztuka rysunku ijego wyczucie światła i cienia, nadają jego wizjom wielką głębię irozszerzają bogaty wachlarz kolorów i materii. Wjego dziełach jest spokojna siła i nieskończona przestrzeń dopoznawania iwyobrażania. - George Lucas

Blaskiem malarstwa przypominający Ingresa, kryjący wsobie wyostrzone spojrzenie Gustave Moreau iDali – SIUDMAK celebruje odwieczne Wniebowzięcie Kobiety. - Paul Guth

SIUDMAK toMichał Anioł science fiction, który ukazuje nam hieratyczne postacie oatletycznych, umięśnionych ciałach, przywodzące namyśl anatomię Michała Anioła, mężczyzn, kobiet, oczekujących, jakby zawieszonych wwodach płodowych, poza czasem. Tonieskończenie zaskakujące i pociągające. - Michel Nuridsany

Nie posiadam niestety wspomnianego numeru "Fantastyki", ale chętnie wracam do oglądania obrazów Siudmaka. A na dodatek, ze zdjęcia znalezionego w Internecie, patrzy na mnie uśmiechnięty siwy pan, i tak sobie myślę, że to co robi sprawia mu niesamowitą przyjemność!
Dlatego jeśli chcecie poczuć radość obcowania ze sztuką – idźcie do galerii, na wystawę, oglądajcie dobre albumy malarskie!

Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy






Fot. Wojciech Siudmak "Idylla" - tapeciarnia.pl


środa, sierpnia 22, 2018

Wakacyjne wspomnienia

Wakacyjne wspomnienia

Wróciliście już z wakacji? A może dopiero wyjeżdżacie?
Moje wakacje były w tym roku pracowite, a dni wolnych bardzo niewiele. Ale to upalne lato jest dla mnie czasem twórczym. Dlatego dziś mam dla Was jeszcze jedno wspomnienie mojego wakacyjnego wypadu sprzed kilku lat.

Jedna z moich znajomych wspomniała o wystawie Fridy Kahlo w Berlinie. Berlin to zaledwie 600 km czyli jakieś 6-7 godzin jazdy samochodem z Tarnowa. Inna znajoma znalazła niedrogi hotel i już! Ja w roli kierowcy, niewielka walizka w bagażniku i parę złotych w kieszeni. Mogłam zobaczyć niesamowita wystawę obrazów, projektów, przedmiotów codziennego użytku niesamowitej kobiety, artystki. Warto było tam jechać!

Tak sobie myślę czy nie zorganizować kiedyś autorskiego zwiedzania jednego z takich miast jak Praga, Berlin czy czekającego ciągle na mojej liście Wiednia? Ktoś chętny? Takie poszukiwanie artystycznych  perełek jak murale nad Wełtawą w Pradze? 




Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy



Fot. luoghidiinteresse.it



środa, sierpnia 15, 2018

Wakacyjne podróże

Wakacyjne podróże

Podczas wakacyjnych podróży odwiedzamy różne miejsca na ziemi. Mnie również przydarzyło się kilka ciekawych wyjazdów. Kilka lat temu byłam na spontanicznym wyjeździe do Pragi. Bez biura podróży, bez obowiązkowych miejsc do zwiedzenia. Tak po prostu. Samochodem to kilka godzin podróży, jakiś mały hotel na przedmieściach, bilet na metro i kierunek centrum. Co robić w Pradze? Na różnych stronach internetowych znajdziecie mnóstwo porad w stylu:

„Kilka powodów, aby odwiedzić Pragę
Zrozumieć historię
Tysiąc lat architektury obok siebie na kilku kilometrach. W Pradze, jak chyba nigdzie indziej na świecie, można prześledzić historię Europy, a nawet jej dotknąć. Ponieważ miasto nie było zniszczone w czasie wojen światowych, można wyobrazić sobie życie tutaj w poszczególnych stuleciach. Wczuć się w epokę rycerzy, alchemików, rzemieślników, kupców i dawnych królów. Zatrzymać się w czasie wskrzeszając ducha minionych wieków.

Zielone skarby Pragi
Królewskie ogrody z oranżeriami, parki w regularnym stylu francuskim lub romantycznym angielskim, miejskie parki z ławkami, ogrody szlacheckie z pawiami i kolorowymi rybkami ogrodzone wysokim murem, punkty widokowe na praskich wzgórzach. Do parku chodzi się uprawiać sport, ludzie organizują pikniki, czytają książki na ławkach, wyznają miłość, wyprowadzają psy, ukradkiem piją piwo czy wino albo gapią się bez celu.
itd.

A jak już wypiję to najwspanialsze w Europie piwo, poczuję ducha historii i popatrzę na kreatywnych mieszkańców, z przyjemnością wracam na moją cichą i spokojną wieś. Patrzę na białą wieżę kościoła i słyszę  dźwięki muzyki Mozarta. W kłosach dojrzewającego zboża widzę mąkę z której Czesi robią swoje „knedliki”. I wiecie co? Lubię tą moją wieś! Czytam o historii tej ziemi, która jest częścią Wielkich Dziejów Europy, o mieszkańcach, którzy zostawili swój ślad w historii  wiecie co? To również może być fascynująca podróż! Polecam spróbujcie sami!




Cytat oraz zdjęcie: www.prague.eu/pl/artykuly/praga-stolica-republiki-czeskiej-12765

wtorek, sierpnia 07, 2018

Wakacyjna aktywność

Wakacyjna aktywność

Wakacje to taki czas na troszkę inną aktywność - jedni jadą do luksusowych hoteli „nareszcie-nic-nie robić”. Inni wspinają się na wysokie szczyty zobaczyć cały świat z góry (no może jakiś fragment ale zawsze). Jeszcze inni realizują marzenia o dalekich podróżach i egzotycznych krajach.

Dla mnie wakacje w tym roku są bardzo krótkie. Ale uwielbiam ten czas świeżych malin na krzakach, pachnących ogórków i ziemniaków z koperkiem. W ogrodzie pachnie jabłkami, które w tym roku obrodziły niesamowicie, na wietrze kołyszą się malwy, słońce zachodzi nad Wisłą - sielanka po prostu. I kiedy tak siedzę sobie w moim swojskim ogrodzie, rozumiem wysiłek Mehoffera włożony w założenie ogrodu, czy zachwyt nad pięknem polnych kwiatów Wyspiańskiego. I łapię się na tym, że coraz mniej lubię miasto z jego betonowymi chodnikami, hałasem samochodów i zabieganych ludzi. Ale jakaś cząstka mnie ciągnie do galerii i muzeów, a te są zazwyczaj w miastach.

Taką galerią, w której byłam tyko kilka godzin jest galeria sztuki w Londynie „The National Gallery”. Z kilkoma, równie szalonymi osobami jak ja, poleciałyśmy na kilka dni na wystawę Leonardo da Vinci w Londynie. Już dawno nie było biletów online, jedyna szansa dostania się na wystawę, to odstać swoje w kolejce. Uwierzycie, że można stać w kolejce po bilet do muzeum całą noc? Można, my stałyśmy zaledwie 8 godzin.

Monika Małkowska tak pisała, w zakładce Sztuka, w Rzeczpospolitej: „Bilety trzeba zamawiać z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, a i tak kolejka ciągnie się przez pół Trafalgar Square; wewnątrz, w salach – powolna procesja, z szacunkiem ściszająca głosy. W jednym z pomieszczeń, tam, gdzie ustawiono ławki – nastrój wzniosło-nabożny. Zastanawiam się – czy to aura ponadczasowego geniusza tak oczadza ludzi, czy naprawdę rzuca ich na kolana kunszt sztuki sprzed ponad 500 lat? Sądzę, że jedno i drugie. Jesteśmy po prostu spragnieni obcowania z czymś, co przekracza zrozumienie zwykłych zjadaczy chleba.”

Dzisiaj, kiedy ta wystawa jest tylko wspomnieniem, mogę powiedzieć, że warto było! Nareszcie zobaczyłam „naszą” „Damę z gronostajem”, byłam w tłumie podobnych do mnie wariatów, jadących tysiąc kilometrów, żeby przez kilka godzin oglądać obrazy. Byłam w National Galery of London! Poza „Vincim” mogłam zobaczyć wiele dzieł sztuki znanych mi dotąd tylko z kiepskich reprodukcji w albumach.

Do czego namawiam Was tym postem? Zwiedzajcie każdą dostępną Wam galerię sztuki, wystawę czy muzeum-  gdziekolwiek zaprowadzą Was wakacyjne podróże! 



Fot. www.visitlondon.com
Cytat: www.rp.pl/artykul/757403-National-Gallery-w-Londynie-i-obrazy-Leonarda-da-Vinci.html

wtorek, lipca 31, 2018

O łączności człowieka z naturą

O łączności człowieka z naturą

O łączności człowieka z naturą napisano już wiele tekstów, jak też o tym, że artyści czerpią inspiracje twórcze z obserwowania natury. Ja sama uwielbiam moje wiejskie życie z przydomowym ogródkiem, zapachem szałwii i lawendy za oknem.  Kiedy zaczynają się ciepłe dni, w tym roku bardzo nawet ciepłe, zastanawiam się nad tym, czy nie mam ochoty gdzieś pojechać, coś nowego zobaczyć, zwiedzić.

Takim miejscem, i to całkiem niedalekim, do którego wybieram się w tym roku jest Orońsko. Jest tam muzeum sztuki współczesnej (do którego można zabrać psa), gdzie oprócz kontaktu ze sztuką można kontemplować wspaniały ogród otaczający pałac i zabudowania posiadłości. Można tez zobaczyć artystów przy pracy i rzeźby na różnym etapie tworzenia. W tym roku oprócz stałej ekspozycji rzeźb artystów polskich i z różnych zakątków świata można oglądać prace Henry Moora. Wystawa inspirowana naturą, jak mówi sam tytuł: „Moc natury”.

"W przestrzeni parkowej Orońska zostaną zaprezentowane zarówno rzeźby monumentalne, jak i mniejsze brązowe figury i modele umieszczone w Muzeum Rzeźby Współczesnej i w Galerii „Oranżeria”. Będą im towarzyszyć fotografie pracowni Henry’ego Moore’a i film opowiadający o jego twórczości. Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku, organizując w sezonie letnim 2018 roku wystawę Henry’ego Moore’a, pragnie przypomnieć sylwetkę i twórczość jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy światowych, który stał się mistrzem dla wielu pokoleń artystów XX wieku. Organiczna, opływowa forma dzieł usytuowanych w krajobrazie jest niewątpliwie rozpoznawalnym znakiem artysty i symbolem niezwykłej umiejętności łączenia sztuki z naturą. Henry Moore jest, wraz z Barbarą Hepworth, autorem potęgi angielskiej rzeźby ostatniego stulecia. Jego nazwisko wymienia się nie tylko obok twórców dwudziestowiecznych, Jeana Arpa czy Osipa Zadkine’a, ale sytuuje się go w grupie największych rzeźbiarzy wszechczasów, obok Michała Anioła czy Donatella. Warto zatem co jakiś czas przypominać dzieła tego brytyjskiego artysty.”



Każda taka podróż jest dla mnie zastrzykiem energii, również tej twórczej, artystycznej. I wcale mi nie przeszkadza, że nie wszystkie myśli artysty są dla mnie jasne i klarownie w plątaninie kształtów rzeźby czy plam obrazu. W galeriach, muzeach, czyli w pobliżu sztuki, czuję się zawsze jak ”ryba w wodzie”- odczuwam sztukę gdzieś na poziomie emocji i wrażeń. A potem wracam do moich Biskupic i zaczynam malować, tworzyć. Może kiedyś zrealizuję wizję dużej formy przestrzennej? Muszę tylko nauczyć się spawać, ale to tym innym razem.



Fot.: Henry Moore, „Moc natury”, widok wystawy. magazynszum.pl
Cytat: www.rzezba-oronsko.pl/index.php?aktualnosci,1225,moc_natury_henry_moore_w_polsce_


środa, lipca 25, 2018

Wakacyjne pamiątki

Wakacyjne pamiątki

Pisałam ostatnio o moich wakacyjnych marzeniach. A dzisiaj o wakacyjnych pamiątkach. Pewnie też macie takie różne dziwne pamiątki, które kupujecie na wakacjach, a potem w domu nie wiadomo co z nimi zrobić. 

Przy niedawnych porządkach znalazłam kolekcję różnych banknotów i monet z moich wjazdów. Kiedy wracałam z wakacji, w bagażu zostawały mi różne monety ze Słowacji, Niemiec, Węgier, Chorwacji i Turcji. I kiedy przyglądam się niektórym zupełnie niepotrzebnym przedmiotom (bo np. jakiś kraj wprowadził euro), myślę sobie jak szybko zmienia się świat w którym żyjemy. Dziś bezużyteczny banknot, za który kiedyś mogłam kupić pizzę czy kawę, dziś jest tylko wspomnieniem wakacji spędzonych w bliżej lub dalej położonym kraju. Patrzę na wizerunek dziwnego człowieka o niezrozumiałym nazwisku i zastanawiam się czy był bohaterem czy tyranem. Oglądam misterną kompozycję cieniutkich linii naniesionych wprawną ręką rzeźbiarza artysty, który wykonał matrycę potrzebną do bicia monety lub druku banknotów. Małe dzieła sztuki w codziennym nieposzanowaniu.

środa, lipca 11, 2018

Moje Bieszczady .

Moje Bieszczady .

Bieszczady to dla każdego trochę inna historia. Jedni jadą w Bieszczady przemierzać szlaki górskie pomiędzy zielonymi połoninami, inni szukają śladów historii, mieszanki kultur różnych narodów. Moi znajomi motocykliści zrobili sobie u mnie tylko przystanek w podróży w stronę Bieszczad. Harleyowcy planują swoje trasy na przejazdy pętlami bieszczadzkimi, zaliczając po drodze różne motocyklowe przystanie (pamiętacie wpis o motocyklach? Co wspólnego mają motocykliści z artystami?).

Dla mnie Bieszczady to uświadomienie sobie swoich korzeni (mama mojej mamy była Ukrainką?!). Jakiś czas temu mogłam poznać niesamowitą artystkę bieszczadzką piszącą ikony. To było jedno z tych spotkań, o których opowiada się znajomym, które zmieniają bieg zdarzeń. Dosyć nieufna starsza pani zaprosiła mnie do swojej pracowni w kąciku kuchnio jadalni. Przedstawiłam się, powiedziałam, że słyszałam o jej ikonach od znajomych z Bieszczad, a sama również tworzę. I wtedy pani rozpromieniła się i powiedziała coś miłego o spotkaniu artysty z artystą. (pamiętacie wpis: Dlaczego maluję obrazy, czyli moje hobby i pasja).

Wypiłyśmy wtedy niesamowita herbatę z polnych kwiatów, dla aromatu wzmocnioną płatkami róży i rozmawiałyśmy o pisaniu ikon. To znaczy pani mówiła, a ja próbowałam jak najwięcej zapamiętać. Wtedy na sztaludze stała ikona św. Łukasza - patrona artystów i lekarzy, według legendy pierwszego autora ikony. Siedziałam z obrazem kilka chwil „face tu face” i patrzyłam na misterne pociągnięcia pędzla cieniutkiego jak włos, na niemal koronkowe dekoracje detali obrazu. Ukradkiem patrzyłam na ręce pani artystki, które nie były delikatne i drobne, to ręce człowieka pracującego fizycznie w ogrodzie i domu. Palce rąk zniekształcone chorobami stawów, wysiłkiem i czasem. To niesamowite, jak tak bardzo zniszczone ręce mogą namalować tak piękny obraz. Dowiedziałam się również o planach na projekt artystyczny - uchwycenia na fotografii wschodów słońca z okna domu, w którym pani mieszka. 
Nie, nie piszę ikon, chociaż próbowałam, ale wciąż nie mam w sobie tyle spokoju, modlitwy. Ale Bieszczady są moim miejscem na ziemi, gdzie kilka godzin pozwala odpocząć, zamyślić się, „naładować akumulatory”. W dodatku mam niesamowite miejsce na taki relaks w Bieszczadach, przyjazne miejsce odpoczynku, chodzenia brzegiem jeziora, biesiadowania przy ognisku i zbierania sił . 
p.s. piszę, maluję ikony ale jeszcze daleka droga przede mną do lekkości i wprawy mistrzyni z Bieszczad...



Copyright © 2016 Monotypia DB , Blogger