Dzisiaj przyznam się do kolejnej mojej słabości: jestem
zbieraczem! Przywiązuję się do przedmiotów i mam w domu strasznie dużo
„przydasiów”. Ale oprócz rzeczy mniej lub bardziej nieprzydatnych, zatrzymuję
przedmioty o jakimś szczególnym znaczeniu, albo takie, które są świadectwem
jakiejś historii. Pewnie nikogo nie zaskoczę informacją, że mam w domu mnóstwo przedmiotów, które mają dla
mnie sentymentalne znaczenie. Pomimo upływu czasu i różnych zmian wystroju moje
domy wypełniają różne pamiątki.
Jednym z takich przedmiotów jest szczególna grafika, a dokładnie 3 grafiki, czyli tryptyk. Kiedy zostałam jej posiadaczem oprawiłam ją w antyramę i umieściłam na ścianie w swojej pracowni. Mam ją zwykle gdzieś w zasięgu oczu i od wielu lat jest dla mnie zagadką i inspiracją. Już nie pamiętam czy rozmawiałam z autorem o tym, co przedstawia. Ja widzę twarze, przedmioty i sylwetki dwóch postaci. Postacie to kobieta i mężczyzna. Kompozycja linii, kropek i plam zamknięta cieniutką ramką. Po wielu latach przeczytałam tekst, który jest na drugiej stronie. Historia nabrała innego wymiaru, chociaż nadal jest dla mnie tajemnicza i ciekawa. Bo ta grafika to –zaproszenie na ślub moich znajomych. Obydwoje są bardzo blisko związani ze sztuką, chociaż sami nie nazywają siebie artystami. Jeśli są jakieś pary, których nie można sobie wyobrazić z inną „druga połową” - jest to jedna z takich par.
Ale nie jest to blog o związkach, więc wracam do sztuki. Właściwie do przedmiotów, które mając funkcję użytkową, mogą być również dziełem sztuki. Kiedyś nie było co tego wątpliwości. Wystarczy pierwszy przykład z brzegu - plakaty teatralne i filmowe - szczególnie polskie z lat 60 XX wieku, są rozpoznawalne i cenione na całym świecie. Studenci sztuki nadal uczą się z nich zasad kompozycji, operowania środkami wyrazu plastycznego, itd.
Więcej na temat plakatu możecie poczytać na przykład tutaj –
PLAKAT POLSKI
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz