środa, października 17, 2018

Mój Nikifor, moja Krynica

Mój Nikifor, moja Krynica

Nie będę oryginalna, ani szczególnie odkrywcza, kiedy powiem, że dla mnie Krynica i Nikifor są jak szarlotka z kruszonką. Mieszkam w odległości mniejszej niż 100 km od Krynicy, popołudniowa kawa i moje lody owocowe albo bita  śmietana były niemal obowiązkowe w każdą niedzielę. Kiedy zaczęłam jeździć na nartach tym bardziej weekendy spędzałam gdzieś w okolicach Beskidu Sądeckiego. A Nikifor Krynicki był jakąś częścią tych pobytów. Byłam przeszczęśliwa kiedy pani Feldman przyjęła propozycję zagrania roli dziwacznego artysty, kloszarda, włóczęgi, symbolu małych górskich uzdrowisk (jako mała dziewczynka myślałam, że Nikifor jest taką „atrakcją” turystyczną każdego uzdrowiska).

Nie wiem od jakiego momentu, dawno temu, zafascynowała mnie twórczość Nikifora. Uwielbiam zwiedzać kolejne wystawy jego prac, tych dziwnych dziecinnych obrazków, szkolnych temper i akwareli! A Muzeum Nikifora w Krynicy jest kolejnym z moich miejsc na ziemi. Pudełko drewniane, ciężkie i niewygodne, wypełnione resztkami farb, wytarte pędzle, pomięte kartki, siermiężne ramki obrazków, koślawe litery prawie analfabety na przypadkowych kartkach. To są realia człowieka żyjącego w zupełnie innym wieku (umarł w roku moich urodzin). Pewnie dzisiaj miałby opiekę socjalną, w szkole orzeczenie psychologa, nauczanie indywidualne, itd. A tymczasem nikomu nieznany bezdomny kloszard z prowincjonalnego miasteczka został jednym z rozpoznawalnych symboli Polski.


Nikifor, Willa Trzy Róże, ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, fot. Piotr Droździk

"Stworzył tysiące akwarel, więcej dobrych niż złych. Żył długo i bardzo się zmieniał. Jednak obrazek jego poznamy z drugiej ulicy wśród wszystkich innych, na całym świecie (…). Namalował tysiące akwarel i nigdy się nie powtórzył. Nie znajdziemy dwu jego obrazków takich samych. Każdy Nikifor jest inny.”


Nikifor, Cerkiew, ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, fot. Piotr Droździk

„Wszystkie obrazy oprawiono w głębokie ramy, a efekt wzmocniono pokrytym płótnem lnianym passe-partout oraz złotymi i koralowymi listwami. Wystawa okazała się wielkim sukcesem. Recenzje we francuskiej prasie były w większości entuzjastyczne, choć trudno przeoczyć, że sam Nikifor został odebrany jak dziwum, istota, która dopiero niedawno opuściła jaskinię. W „L’Express” pojawił się  artykuł, którego nagłówek brzmiał Genialny kloszard polski Nikifor."

Nie mogłam zobaczyć samego Nikifora, ale Krynica już zawsze będzie kojarzyła mi się z tym dziwnym artystą, znam uliczki, budynki, dworce kolejowe, które malował, pamiętam jak wyglądały kiedyś, w jego czasach. Dzisiaj są inne, odmienione, wyremontowane albo zastąpione nowoczesnymi betonowo-szklanymi formami. Dworce kolejowe dostały swoje nowe życie, piękne perony, oświetlenie led i nowoczesne kafejki dla podróżnych. 


Nikifor, Pejzaż beskidzki ze stacyjką kolejową, ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu, fot. Piotr Droździk

Ale kiedy oglądam obrazy Nikifora „widzę” tamten świat, rozwijającej się kolei żelaznej, powstających kolejnych fabryk produkcyjnych, które przyciągały kolejnych pracowników, powstających osiedli mieszkalnych. Nadal szukam śladów architektury górskich sanatoriów powstających dla tych pracowników, mieszkańców betonowych osiedli. Jakoś niezmiennie od upływającego czasu ludzie szukają odpoczynku i relaksu bliżej natury, przyrody. Oj znowu wracam na moją wieś, do Plenerowej Akademii Sztuki – pamiętacie, kiedyś pisałam o mojej świadomej ucieczce na wieś, bliżej natury, bardziej w zgodzie z rytmem przyrody.

Nikifor z różnych swoich bliższych i dalszych podróży wracał zawsze na ulice Krynicy. Krynica była w nim, a on był częścią Krynicy. Jeśli będziecie w pobliżu, zachęcam, zaglądnijcie do Krynicy, może skusicie się na wodę mineralną do pijalni albo wybierzecie na Górę Parkową, a może do Muzeum Nikifora. 

Jeśli będziecie jechać w stronę Krynicy, to ja bardzo proszę - zabierzcie mnie ze sobą, a na kawę i deser pójdziemy na gigantyczne lody, do jakieś małej kafejki nad strumykiem.



* Fot.: Nikifor Krynicki, fot. Maria Dawska, z kolekcji Salonu Dzieł Sztuki Connaisseur
* Cytaty: niezlasztuka.net


środa, października 10, 2018

Nie lubię Pana Stanisława Wyspiańskiego!

Nie lubię Pana Stanisława Wyspiańskiego!

Trudno, pewnie niejednej osobie narażę się okrutnie tym wyznaniem. Nie lubię Pana Wyspiańskiego, wielkiego polskiego artysty, bo kiedy o nim myślę, czuję się taka bardzo mała i nieważna…
No dobrze, ten wstęp to taka zachęta, żebyście posłuchali o moich wrażeniach z wystawy w Muzeum Narodowym w Krakowie! Olbrzymia kolekcja prac niesamowitego polskiego artysty jest dostępna dla publiczności w Muzeum.

„Stanisław Wyspiański jeszcze za swego życia podarował Muzeum pastelowe arcydzieła: projekty witraży do okien katedry krakowskiej. W roku śmierci artysty powstał komitet, w skład którego wchodzili wybitni przedstawiciele ówczesnego życia artystycznego i naukowego Krakowa, mający na celu gromadzenie w Muzeum Narodowym spuścizny po zmarłym "czwartym wieszczu". Najliczniejszą grupą dzieł Wyspiańskiego zebranych do czasów współczesnych jest zbiór rysunków ołówkiem, tuszem, węglem, m.in. szkice z czasów szkolnych, projekty  scenograficzne i  typograficzne. Wybitna jest kolekcja malarstwa portretowego i pejzażowego, wykonana pastelami, w której to technice Stanisław Wyspiański osiągnął absolutne mistrzostwo, jak również zespół projektów do dekoracji krakowskiego kościoła Ojców Franciszkanów, katedry na Wawelu i Domu Towarzystwa Lekarskiego.”

Nieustannie jestem pod wrażeniem dzieł Wyspiańskiego! Idąc na wystawę nie spodziewałam się, że po raz kolejny zostanę przytłoczona ilością dzieł, zachwycona doskonałością warsztatu. Musiałam pilnować się, żeby nie stawać z otwartą buzią przed kolejnym pastelem, który zachwycał mnie doskonałą techniką, mistrzowskim oddaniem charakteru postaci w kilku kolorowych kreskach. Szukałam znanych z reprodukcji portretów i nie rozczarowałam się - są wspaniałe!

Stanisław Wyspiański, Helenka z wazonem, 1902 r. MNK

A już za chwilę stałam przed kartonami z projektami witraży. Kilka z nich znam z krakowskich kościołów, kamienic i ciągle są dla mnie doskonałe, ponadczasowe, inspirujące. Oglądanie wystawy zajęło mi kilka godzin. To był kolejny fantastyczny czas spędzony na obcowaniu ze sztuką. Z wielkim Mistrzem, który w swoim 38 letnim życiu realizował swoje pasje, marzenia, wykorzystał wszelkie dary i talenty. Takie wystawy jak ta, warte są więcej niż jednej wizyty!

Stanisław Wyspiański, Portret Marii Pareńskiej, 1902, wł. Muzeum Narodowe we Wrocławiu, mnk.pl

Za każdym kolejnym zwiedzaniem jakieś inne obrazy, szczegóły zapadają mi w pamięć. Odkrywam na nowo wrażliwość i warsztat artysty.

Stanisław Wyspiański, Poranek pod Wawelem (Planty o świcie), 1894 r. mnk.pl

Z całego serca polecam oglądanie dzieł mistrzów w oryginale, zaglądanie do szkicowników i pracowni. A ja z pewnością napiszę Wam o moich kolejnych artystycznych podróżach.


* fot.: Stanisław Wyspiański, Autoportet, 1903, pastel, wł. MNK
* Cytat: mnk.pl


środa, października 03, 2018

Arteterapia na co dzień

Arteterapia na co dzień

Miałam dziś bardzo trudny czas - stres sięgający zawału serca i armagedon przez kilka godzin. Do tego zwykłe obowiązki, jakaś pilna poczta, telefon w bardzo ważnej sprawie a także miłe rozmowy przy kawie. Jakaś nikomu niepotrzebna, bardzo pilna ankieta do zrobienia, kolejne pismo do ważnego pana w niecierpiącej zwłoki sprawie. No po prostu poniedziałek jakich wiele za mną i jeszcze przede mną (mam nadzieję).

Kiedyś pisałam, że jednym z moich sposobów na trudne myśli, stres, jest jazda na rowerze. Ale jak na razie roweru w pracy nie mam, mam za to arteterapię. To moje hobby, pasja i jeden z obowiązków zawodowych. Przesympatyczni uczestnicy zajęć, włączyli się w proces twórczy czyli stworzenie „artystycznej książki”. Fantastyczna zabawa! Mieliśmy do dyspozycji kartki tej samej wielkości, farbki wodne i własne palce jako narzędzie pracy. Nie dlatego, że nie miałam przygotowanych pędzli. Dlatego, że czasami potrzebujemy się troszkę pobrudzić.

Przypomnijcie sobie kiedy ostatnio malowaliście palcami? Kiedy mogliście poczuć temperaturę wody? Czuliście szorstkość papieru? Fakturę farby? Potraficie powiedzieć jaka różnica w fakturze jest pomiędzy kolorem żółtym a fioletowym? A ile różnych plam można namalować opuszkiem palca? Takich pytań może być wiele, a uwierzcie mi, malowanie palcami jest świetne! Pracowałyśmy nad swoimi obrazkami, kartkami książki, w ciszy i skupieniu. Rytm pracy był spokojny i przerywany tylko koniecznością wytarcia palców z kolejnych kolorów lub odłożeniem na bok gotowej pracy.

I to jest taka chwila, kiedy cała reszta świata nas nie obchodzi! Jestem ja, moja wyobraźnia, moje ręce, kartka papieru i farba. Maluję, piszę, tworzę swoją opowieść, historię, a w głowie pojawiają się kolejne obrazy, na kartce zostają ślady moich palców. A kiedy widzę, że palce są zmęczone, a dzieci więcej czasu oglądają swoje dzieła niż malują kolejne obrazki, proszę żaby spróbowali opowiedzieć swoje książki. Tylko dobrowolnie i bez oceniania, każda historia jest dobra i ciekawa. Czasami pierwszą historią jest moja „artystyczna książka”, dzisiaj o lodach owocowych, które tworzą tęczowy ocean.
Przykłady realizacji z książki W. Karolaka "Książka artystyczna w arteterapii"

Arteterapia to bardzo szerokie pojęcie, chodzi o to, żeby wyrazić siebie, swoje uczucia, pokazać jakaś inną stronę siebie, której nie umiemy inaczej wyrazić, czasem obraz jest lepszy niż słowa. Nie ważne ile czasu zajmują takie zajęcia, nawet pisanie o tym jest dla mnie czasem na zatrzymanie się, zastanowienie, uważność. Na wsłuchanie się w siebie, rytm serca, oddech.

Jutro kolejny dzień, jakieś ważne ankiety, pisma, zastawienia. Dam radę! W końcu to "tylko" praca, a po drodze wspaniali kreatywni ludzie, szczere i otwarte dzieciaki i kolejny etap uczenia się bycia „tu i teraz”.


fot. pixabay



środa, września 26, 2018

To był bardzo dobry pomysł!

To był bardzo dobry pomysł!

Nie szkodzi, że wróciłam z katarem i spędziłam jakieś 14 godzin w podróży i tak było warto!
Hurra! Byłam na konferencji arteterapeutów, mogłam posłuchać na żywo wspaniałych, kreatywnych, zaangażowanych ludzi i oczywiście!… prof. Karolaka.

Moje wrażenia? Wizjoner, artysta, ciekawy, ciepły - normalny człowiek. Mogłam zobaczyć (na wyświetlonym przez niego filmie) niesamowitą realizację projektu arteterapeutycznego o nazwie „Siano”. Mogłam posłuchać jego filozofii towarzyszącej każdej działalności (a propos - nie dawajcie mu w prezencie żadnych bukietów ciętych kwiatów, bardzo nie lubi bezsensownego niszczenia przyrody, a takim działaniem jest dla niego ścinanie kwitnących roślin). A jednocześnie zobaczyć zwykłego człowieka w poważnym wieku, mówiącego zupełnie normalnym językiem - Pana Profesora Wiesława Karolaka.

Prof. dr hab. Wiesław Karolak  fot.arteterapia.pl

Niesamowite są takie spotkania - wielka sala wypełniona ludźmi, których łączy podobna praca, idea, zaangażowanie. Na co dzień narzekamy, że nikt nas nie docenia, że za mało nam płacą, że jesteśmy niezrozumiani, itd., itp.
Ale „tu i teraz” jesteśmy w takiej niesamowitej atmosferze „wspólnoty szaleńców”. Terapeuci, nauczyciele, psycholodzy. Praktycy i naukowcy. Pracujemy w przychodniach lekarskich, gabinetach psychologicznych, szpitalach i szkołach/przedszkolach specjalnych.

Po jednym niesamowicie inspirującym panelu (z profesorem) jest kolejny, równie ciekawy i wciągający. Na środek sali wychodzi filigranowa dziewczyna, kobieta, psycholożka - sportowe buty, wygodne ubranie- przedstawia się, uśmiecha się całym ciałem. Zaczyna wykład od prośby o puszczenie przygotowanej muzyki, zaczyna wykonywać ruchy ciałem, które przechodzą w coś w rodzaju tańca - ruchem rąk, mową ciała zaprasza publiczność do włączenia się do aktywności ruchowej na środku sali. Nie wszyscy wstają, ale czujemy, że dzieje się coś niesamowitego, nie ważne czy tylko kołyszesz się na krześle czy klaszczesz - tworzy się ulotna i chwilowa, ale WSPÓLNOTA.

Dokładnie tak samo działa terapia, arteterapia - taka chwila kiedy słuchamy muzyki, tańczymy, gramy na instrumentach czy malujemy. Bo pomimo tego, że jesteśmy bardzo dobrze zorganizowanymi istotami, potrafimy panować nad otaczającym nas światem (no dobra, tak nam się wydaje), potrzebujemy innych - rodziny, braci, wspólników, partnerów.

I słowa, które w różny sposób powtarzają wszyscy wykładowcy - bądźcie autentyczni, szczerzy, zaangażowani w to, co robicie!
Ja się pod tym podpisuję obiema rękami!



* Fot. pixabay

środa, września 19, 2018

Muszę się pochwalić!

Muszę się pochwalić!

Dzisiaj muszę się pochwalić - jadę na konferencję arteterapeutyczną! Jestem mocno podekscytowana, bo usłyszę na żywo człowieka, który zaraził mnie pasją do arteterapii (o arteterapii piszę TUTAJ).

Moim Mistrzem w temacie wykorzystania sztuki w terapii, w poszukiwaniach kreatywności, jest prof. Wiesław Karolak. Jedną z pierwszych publikacji jaką przeczytałam na temat arteterapii był artykuł właśnie jego autorstwa. Nie udało mi się spotkać go osobiście - jest wykładowcą w Łodzi na Akademii Sztuk Pięknych, dlatego gdy zobaczyłam ogłoszenie o konferencji, zapisałam się szybciutko. Ale o wrażeniach napiszę w następnym poście. 

To, co mnie bardzo zainteresowało, to  skupienie uwagi na działaniu twórczym, a nie na samym dziele artystycznym. Tak naprawdę w wielu działaniach, ćwiczeniach, o jakich pisze prof. Karolak, nie powstaje żadne materialne, namacalne dzieło! 
W arteterapii jaką ja również stosuję w pracy zawodowej, chodzi o samo działanie, o budowanie relacji, o odkrywanie własnych możliwości i potencjału. 

Dlatego, kiedy zapraszam Was na zajęcia kreatywne w Plenerowej Akademii Sztuki mówię bardzo często, że nie potrzebne są zdolności artystyczne, manualne, żeby tworzyć sztukę. Podczas warsztatów, które organizuję, skupiam się na odkrywaniu kreatywności, uruchamianiu potencjału jaki w każdym z nas drzemie. 

Tak! W każdym z nas drzemie, bardziej lub mniej uświadamiany, potencjał twórczy! Kiedy zaczynam zajęcia z nowymi uczestnikami i proszę o przedstawienie się, zwykle nastaje chwila ciszy. A po kilku chwilach, czasem po kilku ćwiczeniach, okazuje się, że mamy olbrzymi potencjał twórczy, ale nie uświadamiamy go sobie, albo nikt nie nazwał kreatywnością tego, co robimy na co dzień. 

Jednym z ciekawych ćwiczeń, zadań kreatywnych zaczerpniętych od profesora jest nadawanie niepotrzebnym rzeczom nowego znaczenia, funkcji. 
Rozejrzyjcie się wokoło siebie, zaglądnijcie do piwnicy, poszperajcie na strychu - ile tam jest przedmiotów zapomnianych, niepotrzebnych! A teraz zastanówcie się do czego służyły kiedy były nowe, czy ktoś cieszył się z ich posiadania? A co można zrobić z nimi teraz? Czy można nadać im jakąś nazwę, przypisać nową funkcję? I o to właśnie chodzi - mam nadzieję, że uruchomiłam w Was proces kreatywnego myślenia. Ta pozornie błaha zabawa, może być fantastyczną przygodą w świat wyobraźni. Nie potrzebne są żadne materiały - wszystko macie w zasięgu ręki, oczu. Pozwólcie tylko poprowadzić się myślom, uczuciom i skojarzeniom. 

A jeśli chcecie wziąć udział w innych zajęciach niż wszystko, co robiliście do tej pory - zapraszam do Plenerowej Akademii Sztuki
Już niedługo na blogu  pojawią się nowe pomysły na zajęcia kreatywne. 
A póki co, pakuję notes i jadę na kongres!



* fot. pixabay

środa, września 12, 2018

Mnich na cmentarzu

Mnich na cmentarzu

„Ten niewielki (18,5 cz x 26,5 cm) obrazek jest próbą tego co w malarstwie  Chmielowskiego interesowało najbardziej. Scena obsadzona w wieczorowej porze, tajemnicza postać wpisana w jesienny, cmentarny pejzaż. Atmosfera tajemniczości, lawirowanie między dniem i nocą, tajemnicze postaci, to elementy znane z innych obrazów takich jak Cmentarz Włoski czy Szara godzina. Zainteresowania malarskie gdyby je przyłożyć do życia artysty, zdają się przekazywać pewną tajemniczą atmosferę, która towarzyszy przemianie. Czy to przypadek, że takie upodobania miał człowiek, który borykał się z podjęciem decyzji o bezgranicznym oddaniu bezdomnym? Czy to przypadkowe upodobania, dla człowieka, który porzucił blask salonów dla półmroku przytulisk dla bezdomnych?”

Niemal 20 lat temu poznałam dzieła artysty malarza Alberta Chmielowskiego. W Muzeum Narodowym w Krakowie można zobaczyć jego nieliczne obrazy. Nie wiem dlaczego, ale poczułam jakąś bliskość, więź z człowiekiem, który swoją wrażliwość i potencjał artystyczny zostawił dla niedocenianej, a czasem pogardzanej pracy. Tak, Adam Chmielowski, artysta, teoretyk sztuki, to wielki człowiek „od bezdomnych”. Pewnie dla większości z Was postać Brata Alberta, świętego z samotni na Kalatówkach w Zakopanem, jest kolejnym obrazkiem w panteonie świętych (niekoniecznie wartym zainteresowania). A ja zaczęłam czytać jego życiorys, pisma które pisał jako krytyk i teoretyk sztuki, szukałam myśli świętego zakonnika. Oglądałam reprodukcje i obrazy człowieka wrażliwego na świat jaki go otaczał.

„Dorobek Adama Chmielowskiego to 61 obrazów olejnych, 22 akwarele i 15 rysunków. Do najbardziej znanych prac należą m.in. Po pojedynku, Dziewczynka z pieskiem, Cmentarz, Dama z listem, Powstaniec na koniu, Wizja św. Małgorzaty, Zachód słońca, Amazonka.”

Zastanawiałam się jaką wrażliwość i ile miłości trzeba mieć w sobie, żeby dzielić ją z tymi, których nie chcemy w naszych pięknych apartamentowcach z ochroną, w naszych galeriach handlowych z fontannami i całą gamą pięknych wystaw. Był jednym z wybrańców - bywalec salonów, członek artystycznej bohemy, europejczyk, artysta lubiany i zapraszany…
Mnich, zakonnik - zbierający bezdomnych, kalekich porzuconych i nikomu niepotrzebnych.


Lubię ten portret: Albert, w słusznym wieku, zakonnik lekko zgarbiony w prostym habicie, różaniec, smutne, zamyślone oczy człowieka, który wie, czuje, widzi więcej.

„Tak samo mają artyści - nawet jeśli daleko nam do świętości, to zaczęłam rozumieć słowa Alberta: Trudno przypuszczać, żeby sztuka ze swej istoty była jakimś osobnym światem, udziałem niektórych.(…) Jeżeli więc sztuka wydaje się być czymś oderwanym od życia, wina to barbarzyństwa ludzi, fałszywych teorii, nie zaś samej sztuki.”

O duchowej, transcendentnej naturze sztuki mówił:
"[...] twórczość nie jest udziałem człowieka, chyba tylko w przenośni [...]. Udziałem człowieka jest siebie samego zakląć w słowo, kamień, tony [...]. Droga do prawdy, to jedyny bezpośredni cel sztuki. Jako antytezę sztuki prawdziwej, wyrażającej się przez styl czyli 'indywidualność duszy', można postawić sztukę fałszywą, udaną, wyrażoną przez manierę, sposób, sztukę nauczoną. [...] Styl właśnie, jest to szczerość, przyrodzony głos duszy, jej kształt, jej język; maniera to przedrzeźnianie stylu, to głos i język papugi, kalectwo kształtu."



* Cytat i fot. "Mnich na cmentarzu": www.albertyniprzytulisko.pl/zbior-malarski-adama-chmielowskiego
* Cytat: culture.pl/pl/tworca/adam-brat-albert-chmielowski
* Cytat: „Ateneum” 1876, cyt. za: Irena Kossowska, Adam Chmielowski, culture.pl, maj 2006
* Portret Brata Alberta: wyczolkowski.pl/tworczosc



środa, września 05, 2018

Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce!

Żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce!

Kiedy siadam do pisania kolejnego postu, zwykle mam jakiś plan w głowie albo jakąś notatkę i po paru chwilach tekst jest gotowy. 
Ale są takie dni jak dzisiaj, kiedy nie mam żadnego pomysłu. Czytam poprzednie wpisy, przeglądam zdjęcia i najchętniej poszłabym na spacer albo dokończyła czytać książkę. Znacie to, prawda? Nie ma znaczenia na czym polega zadanie, każdemu zdarzają się chwile kiedy zrobimy wszystko, tylko nie to, co w danym momencie ma etykietkę: „pilne/ważne/do zrobienia”. Szukamy wtedy wymówek, odkładamy na potem, itd. Pewnie każdy z Was ma inną metodę radzenia sobie z tym dziwnym rozdwojeniem jaźni, kiedy wiem, że nikt za mnie tego nie zrobi, ale jakoś tak „kręcę się” wokół tematu. 

Jedną z moich metod jest jazda na rowerze. Nazywam to przewietrzaniem głowy. Potrzebuję oczywiście roweru, trochę przestrzeni, bycia tylko ze sobą i czasu na poukładanie wszystkich myśli. Kiedyś przyszło mi do głowy, żeby w pracy był taki służbowy rower - jeśli komuś brakuje energii czy pomysłu na wykonanie zadania, robi sobie obowiązkową rundę wokół budynku. 
Inną metodą, która sprawdza się kiedy jazda na rowerze jest niemożliwa, jest mapka myśli/skojarzeń. W centrum kartki wpisuję zadanie i szukam wszystkich możliwych skojarzeń z tematem. Rozpisuję możliwe rozwiązania, mniej lub bardziej realne, czasami wypisuje osoby, które mogą mi pomóc. Być może wydaje się Wam to czasochłonne, ale przecież i tak nie robiłam tego co powinnam, prawda? 

Jeśli chcecie poczytać więcej o tym zjawisku, to może tutaj:

A ja jestem ciekawa jakie macie sposoby na odkładanie rzeczy do zrobienia na potem, na pewno każdy ma swoje metody i mogłaby być ciekawa dyskusja - może przy ognisku, kiełbaskach i sztalugach. 
Zapraszam już teraz na jesienne warsztaty w Plenerowej Akademii Sztuki.


* fot. Pixabay

środa, sierpnia 29, 2018

Fascynacja sztuką

Fascynacja sztuką

Tym razem opowiem Wam o mojej fascynacji sztuką artysty, który mnie od dawna niesamowicie inspiruje. Kiedyś, moją wielką miłością było czytanie prawie wszystkiego związanego z fantastyką. U zaprzyjaźnionej pani w kiosku ruchu prenumerowałam wydawaną na bardzo kiepskim papierze „Fantastykę”. To miesięcznik literacki poświęcony szeroko rozumianej fantastyce, w szczególności literaturze science fiction i fantasy, obecnie ”Nowa Fantastyka”.

W jednym z numerów natknęłam się na opowiadanie „Diuna”. Spokojnie, nie będę Wam streszczać literatury fantastycznej :) Chcę natomiast opowiedzieć o ilustracjach, które były częścią opowiadania. Artysta, Wojciech Siudmak, dziś już bardzo znany, zachwycił mnie swoimi niesamowitymi wizjami malarskimi. Sam określa swoją twórczość hiperrealizmem fantastycznym. I tak jak autorzy fantastycznych opowiadań zabierają nas w swoje zmyślone światy, tak Siudmak nam te światy pokazuje własnymi wizjami. Trójwymiarowe, przenikające się przestrzenie, wywołują u mnie mrowienie gdzieś z tyłu głowy. Niesamowicie dekoracyjne wnętrza, plątaniny szat i barokowe akcenty, pozwalają poczuć aurę fantastycznych obszarów, światów.

Jak sam mówi, szuka inspiracji we Wszechświecie - fascynuje go fizyka i astrofizyka.  Wizje Siudmaka, to poszukiwanie uniwersalnego piękna – kobiety na jego obrazach są doskonałe, wyniosłe i niedostępne, otoczone aurą dostojeństwa i tajemnicy. 
Sztuka Siudmaka jest znana i doceniana na całym świecie:

Jaka bezgraniczna fantazja ijaka cudowna zdolność realizowania jej. Talent niemalże niewiarygodny, zdolniejszy i bardziej nieskończony niż ten, który tworzy, wyraża iprowadzi nasze najbogatsze marzenia. - Federico Fellini

Odlat podróżuję poświecie jego sztuki. Dzięki niemu wraz znim, marzę oobrazach zeświata poza horyzontem. Hiperrealistyczny, przekraczający rzeczywistość, intymny z nieskończonością SIUDMAK spokojnie panuje nad swym niezwykłym szaleństwem. Maboski dar materializowania swojej wyobraźni. Potrafi nas wciągnąć wswoją niezwykłą podróż. - Jean-Jacques Annaud

Jego cudowna sztuka rysunku ijego wyczucie światła i cienia, nadają jego wizjom wielką głębię irozszerzają bogaty wachlarz kolorów i materii. Wjego dziełach jest spokojna siła i nieskończona przestrzeń dopoznawania iwyobrażania. - George Lucas

Blaskiem malarstwa przypominający Ingresa, kryjący wsobie wyostrzone spojrzenie Gustave Moreau iDali – SIUDMAK celebruje odwieczne Wniebowzięcie Kobiety. - Paul Guth

SIUDMAK toMichał Anioł science fiction, który ukazuje nam hieratyczne postacie oatletycznych, umięśnionych ciałach, przywodzące namyśl anatomię Michała Anioła, mężczyzn, kobiet, oczekujących, jakby zawieszonych wwodach płodowych, poza czasem. Tonieskończenie zaskakujące i pociągające. - Michel Nuridsany

Nie posiadam niestety wspomnianego numeru "Fantastyki", ale chętnie wracam do oglądania obrazów Siudmaka. A na dodatek, ze zdjęcia znalezionego w Internecie, patrzy na mnie uśmiechnięty siwy pan, i tak sobie myślę, że to co robi sprawia mu niesamowitą przyjemność!
Dlatego jeśli chcecie poczuć radość obcowania ze sztuką – idźcie do galerii, na wystawę, oglądajcie dobre albumy malarskie!

A jeśli chcecie poczuć artystyczny dreszczyk, stanąć przy sztalugach i z pędzlem w ręce pokazać tą wewnętrzną cząstkę siebie - zapraszam do mnie na warsztaty :)


Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy

Więcej o warsztatach w Biskupicach można przeczytać TUTAJ TUTAJ

Dojazd do Biskupic z Tarnowa TUTAJ
Dojazd do Biskupic z Krakowa TUTAJ




Fot. Wojciech Siudmak "Idylla" - tapeciarnia.pl
* Cytaty - wikipedia



środa, sierpnia 22, 2018

Wakacyjne wspomnienia

Wakacyjne wspomnienia

Wróciliście już z wakacji? A może dopiero wyjeżdżacie?
Moje wakacje były w tym roku pracowite, a dni wolnych bardzo niewiele. Ale to upalne lato jest dla mnie czasem twórczym. Dlatego dziś mam dla Was jeszcze jedno wspomnienie mojego wakacyjnego wypadu sprzed kilku lat.

Jedna z moich znajomych wspomniała o wystawie Fridy Kahlo w Berlinie. Berlin to zaledwie 600 km czyli jakieś 6-7 godzin jazdy samochodem z Tarnowa. Inna znajoma znalazła niedrogi hotel i już! Ja w roli kierowcy, niewielka walizka w bagażniku i parę złotych w kieszeni. O samej wystawie nie powiem Wam wiele, po kilku godzinach w kolejce i zwiedzaniu centrum Berlina byłam zbyt umęczona, aby móc przeżywać sztukę. Ale następnego dnia były kolejne punkty programu - wyspa muzeów, Brama Brandenburska i azjatyckie jedzenie w podziemiu kolejki miejskiej.

Jeśli tylko macie wolny weekend polecam serdecznie wycieczkę do Berlina (jedyne rozczarowanie - na Bramie Brandenburskiej już nie wisi polska flaga).

Poniżej tylko kilka z atrakcji miasta:

Zabytki
Najważniejszym i najbardziej charakterystycznym zabytkiem Berlina jest Brama Brandenburska (Brandenburger Tor), wzniesiona jak brama miejska i łuk triumfalny na wzór budowli ateńskich. Bardzo charakterystyczna jest też wieża telewizyjna(Fernsehturm) przy Alexanderplatz – wysoka na 368 m wieża widokowa ze słynną obrotową restauracją, Budownictwo sakralne reprezentuje Kościół Pamięci (Gedächtniskirche) przy Kurfürstendamm, Katedra Niemiecka (Deutscher Dom) i Katedra Francuska (Französischer Dom). Malowniczym miejscem jest emanujący harmonią i pięknem zespół architektoniczny przy Gendarmenmarkt – Dom Koncertowy (Konzerthaus). Nie byłoby też Berlina bez Reichstagu – fascynująca architektura z widokiem na dzielnicę rządową i centrum Berlina, ciąg dziedzińców Hackesche Höfe. Berliński Potsdamer Platz – to przedstawiciel nowoczesnej architektury, handlu, rozrywki i biznesu.

Wyspa muzeów
Berlin to miasto muzeów i skarbów kultury światowej: ołtarz pergamoński i Nefretete – najpiękniejsza „berlinka”, starzy i nowi mistrzowie. Tu właśnie można odczuć zmienne koleje losów rozdartego niegdyś miasta. 175 berlińskich muzeów to ostoja historii, sztuki i wiedzy. Cieszące się międzynarodowym uznaniem galerie młodych artystów powstają w dzielnicach Berlin Mitte i Prenzlauer Berg. Szczególne znaczenie dla mieszkańców miasta ma Muzeum Muru Berlińskiego, które mieści się w budynku przy Friedrichstraße - dawnym posterunku granicznym pomiędzy NRD a Berlinem Zachodnim. Dziś na trzech piętrach budynku można zapoznać się z historią tamtego okresu, a zwłaszcza przyjrzeć organizowanym wówczas ucieczkom do strefy zachodniej. W muzeum znajduje się też imitacja dawnego posterunku, gdzie pełnią służbę żołnierze przebrani w historyczne stroje. Wyspa muzeów znajdująca się pomiędzy Szprewą a Kupfergraben to kompleks pięciu światowej sławy placówek, wpisany na listę UNESCO.

Tak sobie myślę czy nie zorganizować kiedyś autorskiego zwiedzania jednego z takich miast jak Praga, Berlin czy czekającego ciągle na mojej liście Wiednia? Ktoś chętny? Takie poszukiwanie artystycznych  perełek jak murale nad Wełtawą w Pradze? A potem biesiada przy ognisku, wspominanie w swojskich klimatach Biskupic i przelewanie tych wrażeń na płótno czy papier!

A tymczasem zapraszam na kolejny artystyczne weekend! Chcecie zobaczyć czerwone zachody słońca? Spróbować namalować ciszę? Zapraszam każdego wrażliwca, zmęczonego upałem i miejskim zgiełkiem artystę, Ciebie i Ciebie, którzy od dawna chcecie spróbować jak to jest namalować swój obraz.

Plenerowa Akademia Sztuki to miejsce dla amatorów kreatywnego spędzania czasu. Podpowiem jak to zrobić technicznie, a Wy zobaczycie ile nowych pomysłów pojawia się w głowie po pierwszej namalowanej plamie!


Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy

Więcej o warsztatach w Biskupicach można przeczytać TUTAJ TUTAJ

Dojazd do Biskupic z Tarnowa TUTAJ
Dojazd do Biskupic z Krakowa TUTAJ



Fot. luoghidiinteresse.it
Opis atrakcji miasta: http://berlin.lovetotravel.pl/



środa, sierpnia 15, 2018

Wakacyjne podróże

Wakacyjne podróże

Podczas wakacyjnych podróży odwiedzamy różne miejsca na ziemi. Mnie również przydarzyło się kilka ciekawych wyjazdów. Kilka lat temu byłam na spontanicznym wyjeździe do Pragi. Bez biura podróży, bez obowiązkowych miejsc do zwiedzenia. Tak po prostu. Samochodem to kilka godzin podróży, jakiś mały hotel na przedmieściach, bilet na metro i kierunek centrum. Co robić w Pradze? Na różnych stronach internetowych znajdziecie mnóstwo porad w stylu:

„Kilka powodów, aby odwiedzić Pragę
Zrozumieć historię
Tysiąc lat architektury obok siebie na kilku kilometrach. W Pradze, jak chyba nigdzie indziej na świecie, można prześledzić historię Europy, a nawet jej dotknąć. Ponieważ miasto nie było zniszczone w czasie wojen światowych, można wyobrazić sobie życie tutaj w poszczególnych stuleciach. Wczuć się w epokę rycerzy, alchemików, rzemieślników, kupców i dawnych królów. Zatrzymać się w czasie wskrzeszając ducha minionych wieków.

Zielone skarby Pragi
Królewskie ogrody z oranżeriami, parki w regularnym stylu francuskim lub romantycznym angielskim, miejskie parki z ławkami, ogrody szlacheckie z pawiami i kolorowymi rybkami ogrodzone wysokim murem, punkty widokowe na praskich wzgórzach. Do parku chodzi się uprawiać sport, ludzie organizują pikniki, czytają książki na ławkach, wyznają miłość, wyprowadzają psy, ukradkiem piją piwo czy wino albo gapią się bez celu.

Kreatywni mieszkańcy
Bez swoich mieszkańców miasta byłoby jedynie pustymi skorupami. Ludzie o różnych poglądach i zawodach, którzy spotykają się w Pradze, stwarzają wyjątkową kulturę, duch miejsca, genius loci. Matka miast o stu wieżach zawsze inspirowała – Mozart napisał tutaj i wystawił Don Giovanniego, Pragę opiewał francuski poeta Apollinaire, w kawiarniach i gospodach tworzyli Franz Kafka i Václav Havel. Także dzisiaj Praga pozostaje centrum życia artystycznego w najróżniejszych formach – od muzyki przez sztuki plastyczne aż po nowoczesny teatr i taniec.

Kuchnia o wielu obliczach
ile kultur, tyle smaków. Na ziemiach czeskich na przestrzeni wieków współżyło ich niemało. Z czasów monarchii austro-węgierskiej (1867 – 1918) kuchnia czeska wyniosła wiele wspólnych cech z kuchnią wiedeńską, bawarską czy węgierską. Choćby zamiłowanie do knedlików (także owocowych), gęstych sosów, grzybów i dziczyzny lub przepyszne słodkie wypieki z makiem, twarogiem lub powidłami. Oczywiście nie sposób zapomnieć o piwie, które Czesi warzą najlepiej na świecie. Spróbuj tradycyjnych przekąsek, które wspaniale do niego pasują – po marynowanym serze pleśniowym, salcesonie lub rolmopsie zaraz nabierzesz ochoty na kolejne piwo.”

A jak już wypiję to najwspanialsze w Europie piwo, poczuję ducha historii i popatrzę na kreatywnych mieszkańców, z przyjemnością wracam na moją cichą i spokojną wieś. Patrzę na białą wieżę kościoła i słyszę w pamięci dźwięki muzyki Mozarta. W kłosach dojrzewającego zboża widzę mąkę z której Czesi robią swoje „knedliki”. I wiecie co? Lubię tą moją wieś! Czytam o historii tej ziemi, która jest częścią Wielkich Dziejów Europy. To z tych wiosek szli chłopi dzielnie walczący pod Grunwaldem. Niedaleko od mojego domu Piłsudski przeprawiał się z wojskiem przez Wisłę. Wokół nas żyją lub żyli bohaterowie, święci, artyści. Od Tarnowa dzieli nas 40 kilometrów, a tutaj są inne zwyczaje, potrawy, tradycje. W Krakowie czy Chicago mieszka wielu ludzi, którzy przyznają się do tej ziemi - lekarze, politycy, artyści.

Dlatego zapraszam Was na kreatywne warsztaty Plenerowej Akademii Sztuki. Biskupice? Kraków? A może Jaworki? Poszukamy razem powodów dlaczego warto odwiedzić nie tylko Pragę i nie tylko w wakacje.


Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy

Więcej o warsztatach w Biskupicach można przeczytać TUTAJ TUTAJ

Dojazd do Biskupic z Tarnowa TUTAJ
Dojazd do Biskupic z Krakowa TUTAJ



* Cytat oraz zdjęcie: www.prague.eu/pl/artykuly/praga-stolica-republiki-czeskiej-12765

wtorek, sierpnia 07, 2018

Wakacyjna aktywność

Wakacyjna aktywność

Wakacje to taki czas na troszkę inną aktywność - jedni jadą do luksusowych hoteli „nareszcie-nic-nie robić”. Inni wspinają się na wysokie szczyty zobaczyć cały świat z góry (no może jakiś fragment ale zawsze). Jeszcze inni realizują marzenia o dalekich podróżach i egzotycznych krajach.

Dla mnie wakacje w tym roku są bardzo krótkie. Ale uwielbiam ten czas świeżych malin na krzakach, pachnących ogórków i ziemniaków z koperkiem. W ogrodzie pachnie jabłkami, które w tym roku obrodziły niesamowicie, na wietrze kołyszą się malwy, słońce zachodzi nad Wisłą - sielanka po prostu. I kiedy tak siedzę sobie w moim swojskim ogrodzie, rozumiem wysiłek Mehoffera włożony w założenie ogrodu, czy zachwyt nad pięknem polnych kwiatów Wyspiańskiego. I łapię się na tym, że coraz mniej lubię miasto z jego betonowymi chodnikami, hałasem samochodów i zabieganych ludzi. Ale jakaś cząstka mnie ciągnie do galerii i muzeów, a te są zazwyczaj w miastach.

Taką galerią, w której byłam tyko kilka godzin jest galeria sztuki w Londynie „The National Gallery”. Z kilkoma, równie szalonymi osobami jak ja, poleciałyśmy na kilka dni na wystawę Leonardo da Vinci w Londynie. Już dawno nie było biletów online, jedyna szansa dostania się na wystawę, to odstać swoje w kolejce. Uwierzycie, że można stać w kolejce po bilet do muzeum całą noc? Można, my stałyśmy zaledwie 8 godzin.

Monika Małkowska tak pisała, w zakładce Sztuka, w Rzeczpospolitej: „Bilety trzeba zamawiać z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, a i tak kolejka ciągnie się przez pół Trafalgar Square; wewnątrz, w salach – powolna procesja, z szacunkiem ściszająca głosy. W jednym z pomieszczeń, tam, gdzie ustawiono ławki – nastrój wzniosło-nabożny. Zastanawiam się – czy to aura ponadczasowego geniusza tak oczadza ludzi, czy naprawdę rzuca ich na kolana kunszt sztuki sprzed ponad 500 lat? Sądzę, że jedno i drugie. Jesteśmy po prostu spragnieni obcowania z czymś, co przekracza zrozumienie zwykłych zjadaczy chleba.”

Dzisiaj, kiedy ta wystawa jest tylko wspomnieniem, mogę powiedzieć, że warto było! Nareszcie zobaczyłam „naszą” „Damę z gronostajem”, byłam w tłumie podobnych do mnie wariatów, jadących tysiąc kilometrów, żeby przez kilka godzin oglądać obrazy. Byłam w National Galery of London! Poza „Vincim” mogłam zobaczyć wiele dzieł sztuki znanych mi dotąd tylko z kiepskich reprodukcji w albumach.

Do czego namawiam Was tym postem? Zwiedzajcie każdą dostępną Wam galerię sztuki, gdziekolwiek zaprowadzą Was wakacyjne podróże! A później przyjedźcie do Plenerowej Akademii Sztuki w Biskupicach, usiądziemy razem wokół ogniska i będziemy wspominać. A może zechcecie spróbować swoje wspomnienia, emocje, wrażenia przelać na płótno? Zachować dla kolejnych pokoleń. Kto wie?


Wszystkich zainteresowanych moimi zajęciami proszę o kontakt mailowy

Więcej o warsztatach w Biskupicach można przeczytać TUTAJ TUTAJ

Dojazd do Biskupic z Tarnowa TUTAJ
Dojazd do Biskupic z Krakowa TUTAJ



* Fot. www.visitlondon.com
* Cytat: www.rp.pl/artykul/757403-National-Gallery-w-Londynie-i-obrazy-Leonarda-da-Vinci.html
Copyright © 2016 Moje Monotypie , Blogger